fbpx
RELACJE Z INNYMI

PROSTY KLUCZ DO BUDOWANIA GŁĘBOKICH RELACJI

 

 

 

 

Jest jedna rzecz, którą odkryłam.  I myślę sobie, że gdyby ludzie zaczęliby ją stosować naprawdę, to nasze związki byłyby o wiele bardziej udane, pełne empatii i żywych uczuć. Polityka byłaby mądra i byłoby w niej o wiele więcej świadomości niż teraz . Firmy pracowałaby na zasadzie win-win dla wszystkich. Co to takiego i jak to zastosować w swoim życiu? Zapraszam na dzisiejszego posta.

 

Sprzeczne punkty widzenia

 

Przy wszystkich konfliktach jakie mamy z ludźmi, powtarza się jedna i ta sama śpiewka: ktoś uważa jakoś a druga strona inaczej. Czyli się nie zgadzają. Ich punkty widzenia są sprzeczne. Zastosuj to sobie do swojego związku, relacji z rodzicami, konfliktu między PiS a opozycją , relacji ze swoim dzieckiem albo kotem, czemu nie. On też może uważać, że zostawiasz go w domu na za długo, podczas gdy Ty uważasz, że da sobie radę.

Wszędzie ten sam problem – dwa sprzeczne punkty widzenia. W zasadzie to, że mamy rożne punkty widzenia nie jest złe. Nudno byłoby nam na tym świecie jakbyśmy się wszyscy zgadzali. Ja uważam, że problem zaczyna się gdzie indziej. Czai się w tym, że każdy z nas do swojego punktu widzenia jest przyssany. I zazwyczaj nie widzi niczego poza nim. A gdyby tak zastosować magiczny kluczyk do lepszych relacji, czyli wczucie się w punkt widzenia drugiej osoby, nawet jak totalnie, kompletnie się z nią nie zgadzamy.

 

Wskocz w jego buty

 

Spokojnie, nie chodzi mi o to, żeby od dziś z każdym się zgadzać. Można się wczuć w czyjś punkt widzenia, zrozumieć go lepiej a potem spokojnie wrócić do swojego i kłócić się dalej. Tylko jakość tej kłótni będzie diametralnie inna i jest szansa, że (o zgrozo) dojdziecie do wiele bardziej konstruktywnych wniosków. Czemu to tak dobrze działa? Bo nikt nie lubi być krytykowany i nierozumiany. Jak czasem przyglądam się temu, jak ludzie ze sobą rozmawiają, to trochę przeraża i jednocześnie bawi mnie fakt, że to nie przypomina dialogu, tylko dwa monologi.

Każdy czeka aż drugi skończy swoją kwestię (umilając sobie czas oczekiwania, układaniem w głowie swojej odpowiedzi). Kojarzysz taki serial How I met your mother? Jeden z jego bohaterów, Barney, kiedy rozmawiał ze swoją przyjaciółką, to miał nastawiony tryb w głowie, żeby nie słyszeć wszystkich jej emocjonalnych wynurzeń. Jedynie słówko boobs ożywiało go z letargu.

Wiadomo, że to spora przesada, ale mam wrażenie, że czasem tak właśnie ze sobą rozmawiamy. Albo rozmawiając z drugą osobą, wyłapujemy to, co chcemy usłyszeć , albo słuchamy nieuważnie, czekając aż będziemy mogli odpowiedzieć. No i mam wrażenie, że każdemu z nas naprawdę często zdarza się po prostu nie chcieć zrozumieć punktu widzenia kogoś, z kim się nie zgadzamy. A szkoda. To naprawdę ułatwiłoby nam życie.

 

I zrozum

 

Jakiś czas temu, rozmawiałam z moim Partnerem i weszliśmy w tej rozmowie w konflikt. Spacerowaliśmy po parku Karkonoskim i prowadziliśmy ożywioną, emocjonalną rozmowę. Ja miałam dla niego pakiet złotych rad i pomysłów, co zrobić, żeby konflikt rozwiązać. Jakoś nam ta rozmowa nie szła. Ale udało mi się zachować dość świadomości, żeby zauważyć, że ja wcale nie chcę go zrozumieć bo… boję się, że się z nim zgodzę. A jak się z nim zgodzę, to przecież nie będę miała racji.

Wtedy jednak wystarczyło, że posłuchałam co on ma mi do powiedzenia. Z chęcią zrozumienia i wczucia się w drugą perspektywę, którą mi prezentował. I to tyle. Złoty klucz do lepszego związku to tylko tyle: w kłótniach (wiem, wtedy jest ciężej i można to zrobić czasem dopiero po wielkiej kłótni) i w małych codziennych sprzeczkach,

postaw się na miejscu drugiej osoby.

Jest to trudne bo trzeba wyjść(chociaż na chwilę) ponad przywiązanie do własnej racji.

 

Szersza perspektywa

 

Gdybyś przez chwilę był tą osobą, to jak byś się czuł i czemu byś uważał, tak jak uważasz ? Po jakimś czasie od naszej rozmowy, zrozumiałam, że dostałam naprawdę dobrą lekcję. I rezultaty były też lepsze. Kiedy postawiłam się w butach mojego partnera i wczułam się w niego, załapałam jak on widzi nasz konflikt. Kiedy on był bardziej zrozumiany, z większą ochotą spełnił moją potrzebę żeby i mój punkt widzenia był zrozumiany. Zamiast kłótni mieliśmy więc parę konstruktywnych rozmów.Znowu byliśmy teamem. Nic nie straciłam. Moje potrzeby też zostały wysłuchane.

Bo ludzie, kiedy czują, że chcemy ich zrozumieć, mają naprawdę większą ochotę współpracować. Koło dobra napędza się. A trzeba tak niewiele…

 

 

 

Poprzednie
Kolejne