fbpx
PSYCHOLOGIA I RODZINA

CO WARTO WIEDZIEĆ O ZŁOŚCI PRZED ŚWIĄTECZNYMI, RODZINNYMI SPOTKANIAMI…

 

 

 

Człowiek to taki zwierz, który niezbyt złość lubi. Bo faktycznie jest nieprzyjemna w kontakcie, jeśli się jej nie zaakceptuje (a to niełatwe).

Często pod złością, czai się bezradność.

Czyli wściekasz się, ale tak naprawdę, to przykrywasz tą złością, prawdziwe uczucie, z którym cieżko być – bezradność. To taka ciekawostka. Wracajmy do złości.

Złość to emocja, wokół której narosło sporo mitów. Często kojarzy się ludziom z utratą kontroli i generalnie niezbyt ją lubimy. Niespecjalnie wpisuje się też w emocje akceptowane społecznie (szczególnie w rodzinie) bo  kojarzona jest z agresją a jeśli to jest złość dzieci do rodziców, brakiem szacunku. Pamiętam, że podczas naszych warsztatów górskich, osoba trzecia, która nie była uczestnikiem, zapytała nas, co my na tych warsztatach robimy. Padła odpowiedź:

Pracujemy z różnymi emocjami smutkiem, złością itp.

-A to znaczy że uczycie się je kontrolować ?

-No nie, w zasadzie odwrotnie. Uczymy się je oswajać i wyrażać.

-He, he to ja wyśle żonę, może się oswoi…

Wrrrr

 

Podczas warsztatów czasami słyszę od Uczestników, że nie mają w sobie złości. Wybaczcie. Nie wierzę w to. Jestem jednak w stanie zrozumieć tę perspektywę bo i mnie się wydawało, że we mnie złości po prostu nie ma.  Jeśli i Ty wierzysz, że nie ma w Tobie złości to:  wyobraź sobie, że przez kilka miesięcy mieszkasz z kimś pod jednym dachem, a ten ktoś próbuje Cię „wychować”. Czasami się dogadujecie a czasem nie bardzo. Wątpię, aby było możliwe ani razu nie poczuć złości wobec tej osoby. A większość z nas mieszkała z rodzicami/opiekunami pod jednym dachem kilkanaście lat…Przez ten czas nawet anioł czasem musi czasem pokazać twarz padalca.

Wiecie co jest w tej złości najmniej fajne? Nieuświadomiona, w życiu dorosłym może działać „ z ukrycia”. Czasem „wychodzi” w formie bolesnego dla drugiej strony sarkazmu. Pewnie znasz popularnego focha w związkach. To też złość! A porywczy pracownik w firmie, który krzyczy na innych? Dzień dobry, to też złość. A teraz najlepsze.

Często, wyparta kiedyś złość, przybiera postać surowego wewnętrznego krytyka, którego oczekiwań nigdy nie zaspokoisz. Gada jak opętany i nigdy nie będzie dość.

 

Jak oswoić złość ?

 

Kiedy już otworzyłam się na perspektywę, że być może i ja mam w sobie złość, powiedziałam sobie intencję, że chciałbym się z nią spotkać w sposób bezpieczny i na tyle, na ile jestem w danym momencie gotowa. No to się spotkałam. W różnych codziennych sytuacjach, byłam bardziej zirytowana, wiele więcej rzeczy zaczęło mnie denerwować. Nie było to jakoś specjalnie przyjemne.

Jednak zainspirowana nurtem Analizy Bioenergetycznej, który nastawiony jest bardzo na wyrażanie emocji zaczęłam spotykać się ze swoją złością w warunkach bezpiecznych. W moim przypadku była to terapia oraz samodzielna praca w domu. Gdy czułam w sobie uczucie złości i miałam warunki ku temu, aby ją wyrazić, waliłam w materac, krzyczałam w poduszkę, czy tańczyłam do głośnej muzyki zadając sobie pytanie co moja złość chciałaby wytańczyć.

Często w takich sytuacjach pojawiały się dawne zapomniane sceny z przeszłości. Na przykład kiedy czułam złość na kogoś, ale ją „połknęłam”. Krzesło w moim domu nieraz było „biorcą” mojej złości i przybierało formę różnych osób, na które byłam kiedyś zła. Do dziś się biedaczysko nie może pozbierać.

W pracy ze złością ważny jest brak pośpiechu i zaufanie, coś tam w nas wie, ile jesteśmy w stanie unieść, aby było to dla nas doświadczenie bezpieczne.

Wszystko w swoim czasie i nic na siłę.

 

Złość – po co w ogóle z nią pracować ?

 

Odpowiedź jest prosta: bo złość piękności sprzyja. Piękności wewnętrznej . Sprzyja też bardzo bliskości w relacjach (o tym za chwilę). Wiele osób obawia się, że spotykając się ze swoją złością, stanie się ludźmi agresywnymi. Moje doświadczenie pokazuje, że jest odwrotnie.

Człowiek z wypartą złością, nie ma nad nią kontroli, wypływa ona w niespodziewanych momentach, a jej konsekwencje mogą być nieprzyjemne. Wyparta złość może się objawiać w formie pasywnej agresji – czyli biernego oporu, agresji nie wyrażanej wprost. Wypartą złość na opiekunów, nauczycieli czy inne autorytety z przeszłości możemy nieświadomie wyładowywać na partnerze czy partnerce, na własnym dziecku czy przyjaciołach.

Konsekwencje tłumienia złości

 

Jeden z ekstremalnych przykładów wyczytałam w książce autorstwa Alice Miller, której styl pisania o krzywdach dzieciństwa i ich konsekwencjach jest hmmm,dość radykalny, ale na pewno ma trochę racji. Twierdziła, że Hitler jak i jego „wyznawcy” byli zazwyczaj dziećmi tak zwanej czarnej pedagogiki, której celem było zdominowanie dziecka i złamanie jego ducha. Zgodnie z jej zasadami wychowywano dzieci przemocą fizyczną, która była normą a wręcz była wskazana, aby dziecko było posłuszne i czuło bezwzględny respekt wobec „autorytetu” opiekuna. Skoro więc człowiek zna klimat okrucieństwa od dziecka nie będzie ono dla niego niczym szokującym w życiu dorosłym, a może nawet wierzyć w jego słuszność i stosować na innych…

 

Od złości do miłości

 

A teraz wisienka na torcie motywacji. Często trzeba przejść przez fazę złości żeby poczuć więcej ciepłych uczuć do ludzi, a nawet często do adresata tej złości. Często obserwowałam to zjawisko u nas na warsztatach. Ludzie którzy skontaktowali się ze swoja złością, potem doświadczali lekkości i radości. Na porządku dziennym były dzikie wybuchy śmiechu, wzajemne przytulanie, wynikające z autentycznej potrzeby bliskości, a także poczucie radosnego spokoju. Pojawiały się ciepłe uczucia i pełne współczucia zrozumienie dla osób, które były wcześniej adresatami wyrażanej złości. Często spotkanie się ze swoją złością i wyrażenie jej jest potrzebne, aby odkryć w sobie szczerą i autentyczną miłość do adresata naszej złości i przyczynia się do poprawy relacji.

W tym sensie uważam, że złość może być mostem do piękna wewnętrznego. Ma jednak wpływ także na ciało. Rozluźnia się ono, „odpuszczają” miejsca, w których dawna złość się kumulowała, oczy odzyskują blask, często występuje doświadczenie lepszego czucia swojego ciała.

 

No to co zrobić z tą złością?

 

Nie zachęcam do wyładowania złości na bliskich 🙂 W moim przypadku, kiedy czuję się na kogoś naprawdę zła, nie konfrontuję się z tą osobą, daję sobie raczej przestrzeń na wyrażenie złości: krzesło ze zdjęciem adresata jest całkiem niezłym pomysłem w moim przypadku. Kiedy czuję potrzebę “wyrzucenia złości” tańczę, czy walę w materac.

Kiedy miną silne emocje, (o ile czujesz, że adresat złości będzie w stanie pogadać szczerze), to jest to bardzo fajna opcja.To są jednak sposoby na radzenie sobie z taką bieżącą złością. Cześć osób, które mają trudności z tematem złości, może najbardziej skorzystać idąc po prostu na terapię – w tym temacie szczególnie fajnie (z mojego doświadczenia) działa psychoterapia w nurcie Analizy Bioenergetycznej, która jest skupiona na pracy z ciałem i wyrażaniu. A  więcej o rodzajach psychoterapii i jak wybrać najlepszą dla siebie, pisałam tutaj.

 

Tak na koniec!

 

Ludki, gdybym miała podsumować, to powiedziałabym, że złość jest ok. Wyrażana w bezpiecznych warunkach, może być bramą do większej bliskości z adresatami złości. Naprawdę ciężko jest czuć miłość i bliskość wobec osób, do których czujemy niewyrażoną złość. Nie oznacza to wcale, że w największej złości mamy się z ludźmi konfrontować. Mówienie o uczuciach w relacji, szczególnie tych trudniejszych jest super (bez tego ciężko o naprawdę głęboką relację), o ile nie czujemy już potrzeby celowego zranienia tej osoby “w ramach odwetu”. Świeżą złość fajnie jest wyrażać w bezpiecznych warunkach, bardzo pomocna może być praca z terapeutą. Złość można oswajać i to oswajanie to naprawdę solidna cegiełka pod udane relacje!

 

 

 

Poprzednie
Kolejne