fbpx
RELACJE Z INNYMI

JEDYNA SKUTECZNA METODA, ABY TWÓJ PARTER ZMIENIŁ SIĘ NA LEPSZE

Kojarzysz Flinstonów? Był taki odcinek, w którym Wilma znalazła idealny sposób, żeby zmienić Freda. W nocy gdy mężulek zasypiał, pomysłowa żonka, szeptała mu do uszka sugestie. I tak oto ze skąpego, nieuprzejmego i egocentrycznego padalca, stał się uosobieniem jej snów. Wilma dostała wymarzone futro i w ogóle każda jej zachcianka, realizowana była w trybie natychmiastowym. Jak chcesz znać finał tej historii, to możesz zajrzeć do odcinka Prześpij się z tym Fred. Może Ty też, tak jak ja (mimo, że Twoje dzieciństwo należy do historii), lubisz oglądać bajki.

Myślę sobie, że w każdym związku, także tym szczęśliwym czasami chodzą po głowie myśli w stylu, co by tu zrobić, żeby mój Padalec się zmienił. Kiedy ktoś nas nie docenia, albo nie zauważa. Kiedy nasze potrzeby nie są spełnione. Kiedy brakuje ciepła, seksu, pieniędzy i dopisz sobie, co chcesz, do listy. I to oczywiście jest wina Padalca.

Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą i złą. Zła jest taka, że nie da się zmienić człowieka bezpośrednio. System Wilmy nie działa w prawdziwym życiu.  Niezbyt działa biadolenie, narzekanie, szantaż, obrażanie się i inne genialne triki. A jeśli działają to na krótką metę. Ale jest też dobra wiadomość. Jest sposób, aby Twój partner się zmienił. Pokażę Ci go. Żeby go dobrze zrozumieć, wyjaśnię tylko czemu bezpośrednie zmienianie nie działa.

 

Dlaczego nie warto próbować zmieniać partnera?

Weźmy przykład. Przykład, który często widzę u swoich przyjaciół czy klientów. Facet pracuje. Rankiem, popołudniem. To miło. Wieczorem, późnym wieczorem. To już mniej miło. W wakacje też. To już naprawdę niemiło. Ona nie pamięta wspólnego wieczoru, nie wspominając o weekendzie. Zaczynają się kłótnie, narzekania (czytaj: próby bezpośredniej zmiany). Ale nic to nie daje. Co z tego wynika? Ona jest zirytowana, że on jej nie zauważa. On też jest zirytowany, bo naprawdę ciężko pracuje, żeby rodzinka żyła na fajnym poziomie. I nikt go nie docenia. Wraca do domu i jest „trucie”, że znowu tak późno. Więc może lepiej popracować jeszcze, bo atmosfera robi się mało sympatyczna. A przed komputerem spokój. No i mamy vicious circle – błędne koło. Każdy chce dobrze. Ona tak naprawdę chce więcej jego, bo go lubi. On chce żeby jej i rodzinie było dobrze (bo ich lubi) i żeby mógł się czuć potrzebny. Każdy chce dobrze, a wychodzi lipa. Bardzo częsta sytuacja w życiu 🙂

No to jaki jest ten obiecany sposób? Proszę bardzo.

 

Co zrobić, aby mój partner się zmienił? Zmienić siebie.

Wiem, że część z Was może nie być zachwycona tym sposobem. Rzecz w tym, że on jest naprawdę skuteczny. A taneczna metafora, wyjaśni, jak to działa.

Wyobraź sobie, że w domu nauczyli Cię tańczyć tango. Szukasz więc partnera, który też tańczy tango, bo wtedy Wasze kroki pasują do siebie i uda Wam się coś razem zatańczyć. I jest ! Tańczycie. Na początku jest pięknie. Z czasem jednak zauważasz, że choć tango nadal jest super, to jednak niektóre jego aspekty, jakoś  Ci nie pasują. Jeśli więc zdecydujesz się nieco zmienić swoje kroki (zmienić siebie), bardzo możliwe jest, że Twój partner też zacznie nieco inaczej tańczyć. Bo dawne kroki już nie pasują do obecnego układu. Ty i Twój partner tworzycie parę. To taki mały system, w którym zachodzą różne procesy. Któreś z Was coś robi, a drugie na to reaguje. Jeśli zmieniasz się Ty, zmienia się Twoje zachowanie (akcja). W ten sposób wprowadzasz coś nowego do Waszego systemu i parter też często zareaguje inaczej. Zmienia się reakcja. Pracując nad sobą, zaczynamy zachowywać się inaczej, komunikujemy się też często inaczej, nasze interpretacje zachowań partnera się zmieniają i to wszystko sprawia, że partner zaczyna reagować inaczej. Przykład? Czytaj dalej!

 

Chcesz umierać? Proszę bardzo!

Będzie przykład z mądrej, niebieskiej książki o psychoterapii rodzin (Terapia Rodzin, H. I. Goldenberg). Jakiś czas temu badano mężczyzn, którzy żyli bardzo szybko, pracowali bardzo dużo i byli po jednym zawale. Takich, którzy nie potraktowali pierwszego zawału jako ostrzeżenia i beztrosko żyli na granicy ryzyka.

Żaden z nich nie był zainteresowany terapią. Chytrzy badacze wymyślili więc, że skoro faceci nie chcą terapii, to zaproszą do nich żony (w sensie do terapii). Żony oczywiście były przerażone lekkomyślnością mężów i zgodziły się. Przed terapią stosowały standardowe sposoby. Krzyczały, gderały, groziły, zamartwiały się itd. Nic. Przeszły przez terapię, gdzie pracowały nad sobą. Jedna z nich, po terapii przyszła do domu i spokojnie oznajmiła mężowi, że rozumie jego wybór. Jeśli on chce umrzeć, to przecież ona go nie może zatrzymać. Prosi jednak by podniósł swoją  składkę na ubezpiecznie bo chce, aby ona i dzieci były zabezpieczone finansowo. Zorganizowała wszystko, tak, że agent od ubezpieczenia na życie dzwonił wtedy, gdy mąż był w domu. Musiał więc rozmawiać z agentem o różnych wariantach życia jego rodziny, po jego ewentualnej śmierci. Widocznie uznał, że to mało kusząca perspektywa, bo wkrótce zmienił styl życia na spokojniejszy, zaczął przestrzegać diety i znacznie zmniejszył swoje szanse na przedwczesną śmierć.

Tak wiem, to ekstremalny przykład (choć prawdziwy), ale dobrze pokazuje, jak może zmienić się Twój partner, kiedy zmienisz się Ty a wraz z Tobą Twoje zachowanie. 

 

Jak zmieniać swój związek, poprzez pracę nad sobą?

Można zacząć od przyjęcia perspektywy, że to, co Ci nie pasuje w związku, przynajmniej w jakiejś części, jest współtworzone przez Ciebie. Zanim się oburzysz, przeczytaj proszę dalej.

Jeśli na przykład partner jest agresywny, często krzyczy czy podnosi głos, to na zewnątrz jest to ewidentnie jego problem. Jeśli natomiast mamy odwagę spojrzeć głębiej, możemy odkryć, że jego partnerka, w pewien sposób uczestniczy w tym problemie i ma na niego wpływ. Jak? Może nie potrafi jasno zaznaczyć swoich granic i wyraźnie zaznaczyć, że takie zachowanie jest nieakceptowane. Czemu?  Bo może pochodzi z domu w którym rodzice byli agresywni i choć oczywiście jest to dla niej niekomfortowe, to podświadomie podobają jej się osoby, które też są agresywne. Ale dlaczego?

Podświadomie wybieramy schematy, które znamy. Nawet jak są dla nas niekorzystne. Umysł boi się zmian. Woli stare (bezpieczne) i złe niż nowe i lepsze. 

Idźmy dalej. Może partnerka poświęca dla partnera wszystko, a ten czuje się osaczony i poprzez agresję (bo nie ma dostępu do innych rozwiązań),próbuje ją z siebie „strząsnąć”. To też się dzieje podświadomie.

Związki są jak góra lodowa. Widzisz tylko jej czubek. Większość tego, co dzieje się w nim naprawdę, jest niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Jak widzisz patrząc na sytuację z tej perspektywy, partnerka ma duży wpływ na zachowanie swojego wybranka. Czy teraz koncept zmiany siebie, aby zmienić partnera ma większy sens?

 

No dobrze ale, JAK zmienić siebie?

Dobre pytanie. Nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi, bo każdy w inny sposób pracuje nad sobą. Mam jednak kilka pomysłów dla Ciebie.

Zastanów się, w jaki sposób sądzisz, że możesz przyczyniać się do problemu, jaki masz z partnerem. 

Naprawdę czasem odrobina refleksji otwiera klapki w mózgu. Nie chodzi o to, żeby godzinami ślęczeć nad kartą i szukać na siłę. Nawet jak odpowiedź nie wpadnie Ci teraz, to duża szansa, że pojawi się za jakiś czas. Już samo otwarcie się na perspektywę swojej współodpowiedzialności w tym problemie, może trochę zmienić Twoje podejście. Przyglądaj się sobie. Jak zazwyczaj reagujesz, kiedy doświadczacie tego problemu w związku? Jak myślisz, co w swojej reakcji możnaby poprawić? Czy Ty chciałbyś być tak traktowany jak traktujesz wtedy Partnera? Daj sobie czas. Autorefleksja ma to do siebie, że włącza ją często już sama intencja, żeby zrozumieć co w danym problemie jest moją częścią.

Wpadło Ci coś? Fajnie. Jeśli wiesz już, co w Tobie może współtworzyć problem, to właśnie masz szansę wybrać następnym razem, aby zachować się inaczej niż zwykle.  Pójść inną ścieżką niż zawsze. Akcja – reakcja, pamiętasz?

Zawsze też możesz porozmawiać. Mówienie o własnych uczuciach i pokazanie swojego wkładu w trudną sytuację, naprawdę zbliża. Partner widzi, że szukasz też w sobie, a nie tylko obwiniasz jego. I bardziej “współpracujecie”.

  

 

 

Na sam koniec…

Zależy mi żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie chodzi o to, aby brać na siebie odpowiedzialność za błędy partnera. Ani tym bardziej „winę”. Zupełnie nie o to chodzi. Raczej o to, aby spojrzeć na związek jak na całość, którą oboje współtworzycie. A ponieważ zawsze będziesz mieć większy wpływ na tą część całości, którą Ty wnosisz do związku, to warto zająć się najpierw sobą. Logiczne !

 

Poprzednie
Kolejne