RELACJE Z INNYMI

WALENTYNKOWO: “BARDZO KOCHAM SWOJE DZIECI, ALE MĄŻ BYŁ ZAWSZE DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZY”

 

Kilka lat temu na moich studiach podyplomowych w mojej grupie była kobieta. Na pozór nie wyróżniała się niczym szczególnym. Zwykła babka po pięćdziesiątce. Spokojna, ale nie nieśmiała.

Zapamiętałam jednak to, co powiedziała na jednych z zajęć. Opowiadając nam część swojej historii, wspomniała, że była jednym z kilkorga rodzeństwa. Rodzice poświęcili się swoim dzieciom bez reszty. Spodziewałam się, że usłyszę zaraz słowa wdzięczności i podziwu wobec nich. Nie doczekałam się.

Zamiast tego powiedziała, że było to dla niej bardzo trudne doświadczenie. Obserwowała, że wyrzekli się swoich własnych potrzeb i nie mogła widzieć ich w żadnej innej roli niż „mamy”i „taty”. Wspomniała, że kiedy dorosła, zupełnie nie wiedziała, jak zbudować swój związek – bo w domu nie było wzoru związku. Rodzice nie byli parą, a jedynie „mamą” i „tatą”. Kiedy spotkała swojego męża chciała móc nadal być żoną, kiedy będzie mamą. Zostali rodzicami trójki dzieci. Do dziś pamiętam jak powiedziała:

Może to zabrzmi kontrowersyjnie, bardzo kocham swoje dzieci, ale mąż był dla mnie zawsze najważniejszy. Jakiś czas temu nasz syn powiedział mi, że dziękuje mi za to, że mógł zobaczyć w domu, czym jest relacja między mężczyzną a kobietą.

Historia bardzo mnie poruszyła. No i nie powiem, przyprawiła o wiele przemyśleń. Gdy zaczęłam pracować z ludźmi i zainteresowałam się psychologią rodziny, zauważyłam, że faktycznie jakość związku rodziców warunkuje zdrowie emocjonalne dziecka. Rzadko osoby, z którymi pracowałam nad relacjami, miały rodziców pozostających w udanym związku. Jeden z czołowych pionierów terapii rodzinnej, Murray Bowen napisał: Kiedy rodzice byli ze sobą emocjonalnie blisko i bardziej angażowali się w związek ze sobą niż z dzieckiem, stan dziecka się poprawiał. Kiedy którekolwiek z rodziców angażowało się bardziej w związek z dzieckiem niż z partnerem, stan dziecka się pogarszał.

W moim odczuciu nie chodzi tu oczywiście o to, aby całą miłość przelać na partnera.Wydaje mi się jednak, że w naszej kulturze rodzicielstwo przyćmiewa istnienie związku, a to wpływa niekorzystnie zarówno na związek jak i na dzieci. Dzisiaj opowiem Wam dlaczego. 

 

Kiedy rodzice (partnerzy) nie zaspokajają swoich potrzeb emocjonalnych, szukają wsparcia u dziecka

Pracuję z wieloma klientami, którzy w dzieciństwie musieli w pewien sposób emocjonalnie opiekować się swoimi rodzicami. To znaczy kilkuletni chłopiec był np „małym mężczyzną” mamusi. Mama zwierzała mu się ze swoich problemów, narzekała na tatę (co sprawiało, że chłopiec nie mógł zidentyfikować się z tatą, jako wzorcem męskości). I niby wszystko jest fajnie. Synek czuje się doceniany i kochany przez mamę, a jednak w pewien sposób dźwiga na sobie jej problemy. Dzieci zrobią wszystko, aby rodzice byli szczęśliwi. Nawet jeśli rola je przerasta, będą się starały ją unieść. Jednak w taki sposób syn nie może być dzieckiem – musi być małym dorosłym i stara się zaspokoić potrzeby mamy. Nie jest to jego rolą. Rola partnera i zdrowego emocjonalnego wsparcia należy do partnera mamy, a więc taty! Analogicznie jest z córką. Wyobraźmy sobie na przykład dziewczynkę, która jest księżniczką tatusia. I w zasadzie jest to super podejście do córki. Może wspierać jej poczucie wartości, w zdrowy sposób rozwijać jej poczucie kobiecości. Pod jednym warunkiem. Jakim? Oddam głos polskiemu terapeucie, Bogdanowi de Barbaro, który w jednym z wywiadów bardzo pięknie odpowiedział na to pytanie:

-D: Czyli to niedobrze, jeśli ojciec traktuje córkę jak księżniczkę i nieba by jej przychylił?

-BDB: Jeśli traktuje żonę jak królową i ta księżniczka widzi, gdzie jest jej miejsce, to w porządku. Ale jeśli ojciec traktuje córkę jak księżniczkę, a żona w tym czasie zmywa gary, to niedobrze. Dla wszystkich. Dla dziecka – bo dostaje władzę, której nie rozumie. Dla tego małżeństwa – bo taki “romans” córki z ojcem je osłabia. Dla matki – bo jest poniżana. Zastanawiałbym się wtedy, dlaczego ten mężczyzna jest tak sfrustrowany w relacji z żoną, że swoje uczucia “przeadresowuje” do córki.

Podsumowując: Jednym z powodów, dla których związek jest co najmniej równie ważny jak bycie rodzicem,  jest fakt, że partnerzy, którzy wspierają się emocjonalnie i czerpią satysfakcję ze swego związku, pozwalają być dziecku dzieckiem i ono nie musi nosić na barkach ich frustracji partnerskich.

Czemu jeszcze związek jest bardzo ważny w rodzinie?

 

Partnerzy są „architektami”rodziny

To znaczy, że od ich relacji, podejścia do siebie samych i poglądów o świecie, będą w dużej mierze zależeć poglądy ich dzieci w przyszłości a więc także ich jakość życia. Partnerzy  budują Rodzinę jak budowlę. 

Określenie to wymyśliła Virginia Satir zwana pierwszą damą terapii rodzinnej. Miała na myśli, że partnerzy jako osobne jednostki, związek i rodzice, będą budować dziecku środowisko w jakim dorasta. A od panujących w tym środowisku zasad, przekonań, relacji i zależności (szczególnie tych niewypowiedzianych, ale jednak obowiązujących), zależeć będzie potem w dużej mierze, jakość życia ich dziecka.

Rodzice jako para są pierwszym wzorem związku, jaki dziecko widzi. Obserwując ich, będzie sobie podświadomie budowało przekonanie o tym, jakie mogą być relacje między mężczyzną i kobietą. Czy są wspierające, radosne i partnerskie? Czy może są ciężarem, przykrym obowiązkiem i powinnością dla określonego wieku?

Córka obserwując, jak tata traktuje mamę, będzie budowała sobie przekonanie, jak i ona może być w przyszłości traktowana przez mężczyznę. Syn obserwując podejście mamy do ojca, będzie budował sobie przekonanie o tym, czy kobiety mogą być np wspierające i w zdrowy sposób seksualne czy jedynie roszczeniowe i nieczułe. Właśnie w taki sposób jakość związku wpływa na przyszłe życie dzieci.

Czasami myślę sobie, że być może jednym z fajnych pomysłów na bycie dobrymi rodzicami w przyszłości, jest świadome zainwestowanie w związek, zanim  się nimi zostanie. Inwestycja w związek z kolei, sprowadza się bardzo często do pracy nas sobą. Nad swoimi przekonaniami dotyczącymi związku. Nad jakością życia seksualnego. Nad tym, na ile jesteśmy gotowi być teamem zamiast grać do dwóch różnych bramek. Taka praca bardzo często opiera się na powrocie do naszego dzieciństwa i relacji z rodzicami, gdzie zazwyczaj leżą źródła naszych problemów związkowych. I koło się zamyka. Jakiś czas temu przeczytałam książkę Wojciecha Eichelbergera, znanego polskiego terapeuty , o tym jak wychować szczęśliwe dzieci. Przekaz był prosty.

Pracuj nad sobą, nad swoim związkiem, wtedy będziesz mieć zdrowe i dobre podejście do dzieci.

 

Dobry związek to poczucie bezpieczeństwa dla dziecka

Podczas pracy ze swoimi klientami, zauważam ciekawy, powtarzający się schemat. Rodzice wielu z nich, rozczarowani swoim związkiem, grali przeciwko sobie, wychowując dziecko. Innymi słowy jeśli rodzice są ze sobą w  konflikcie , to z dużym prawdopodobieństwem wciągną w ten konflikt dziecko. Co to oznacza? Na przykład syn, który wrócił zbyt późno do domu zastawał ojca, który mówił mu pobłażliwie że: młody musi się wyszaleć, matka zaś przez pół godziny krzyczała na niego, że się szlaja i nic z niego nie będzie. W takich warunkach, kiedy jeden rodzic reaguje skrajnie inaczej niż drugi, dziecko nie bardzo wie, której zasady się trzymać. Jeśli mama pozwala małej córeczce malować paznokcie, bo nie widzi w tym nic złego, a tata gani małą za pomalowane paznokcie, córka nie rozumie tej sprzeczności i czuje dezorientację. Jeśli takie sytuacje są nagminne , dziewczynka nie może poczuć się w domu i rodzinie bezpiecznie, bo oczekuje się od niej dwóch skrajnie innych rzeczy na raz.

 

Co można zrobić już teraz ?

Z pełną świadomością, że praktyka i pojawienie się dziecka, może totalnie zmienić te plany, może warto już teraz jako związek rozmawiać z partnerem o swoich wyobrażeniach, oczekiwaniach i przekonaniach związanych z rodzicielstwem? Tu parę przykładowych tematów do takiej rozmowy.

Co byście zrobili, gdyby przedszkolanka powiedziała Wam, że Was 5 letni synek całował się z koleżanką w przedszkolu (tak, słyszałam taką historie 🙂 Zawstydzilibyście? Założyli, że to jest ok, czy jeszcze jakoś inaczej zareagowali?

Co chcielibyście przekazać dziecku o związku między kobietą a mężczyzną, poprzez swoją własną relację? Dla części osób ważne jest zaufanie i wynikające z niego przyzwolenie na wyjścia/wyjazdy bez partnera. Albo humor, który bardzo koloruje zwykła codzienność. Albo podejście do związku na zasadzie: nawet jak mamy konflikt, to staramy się grać do jednej bramki a nie przeciw sobie. Jaki byłby Wasz przekaz?

Jakie mielibyście zdanie na temat uczenia dziecka zarządzania pieniędzmi? Czy jedno z  Was kupowałoby mu wszystko a drugie zakładało, że nie powinno dostawać prezentów bez okazji? 

Jakie macie podejście do edukacji? Czy dziecko “musiałoby” mieć zawsze piątki czy może ważniejsze byłoby dla Was uczenie dziecka budowania relacji, poczucia siebie itp. A może jedno i drugie?

Warto też poszukać aspektów życia, w których wasze dziecko miałoby spełniać Wasze niezaspokojone potrzeby i oczekiwania: skoro ja nie zostałam tancerką, to moja córka musi, albo  mój syn musi być twardy bo “prawdziwy” mężczyzna taki jest itp. Na ile, jako para bylibyście ciekawi, kim jest Wasze dziecko a na ile oczekiwalibyście od niego, że będzie takie, jak Wy chcecie? 

Takie rozmowy (o ile prowadzone ze świadomością, że na razie jest to tylko teoria), mogą być szalenie ciekawe i uświadamiające ! Przy okazji bardzo zbliżają – nawet jeśli jesteście ze sobą długo, to o ile nie rozmawiacie na co dzień na takie tematy, macie właśnie przed sobą opcję poznania swojego partnera. Dowiedzenia się o nim, czego, czego jeszcze nie wiecie. I już się robi z tego randka…

 

A co Wy sądzicie na temat wpływu związku z rodzicielstwo? Bardzo chętnie przeczytałabym też zdanie osób, które już są rodzicami 🙂

 

Poprzednie
Kolejne