PSYCHOLOGIA I RODZINA

NAJPOPULARNIEJSZE, NIEPISANE ZASADY, KTÓRE RZĄDZĄ RODZINAMI

Magia niepisanych reguł – są (naprawdę są), chociaż nikt o nich nie mówi, a przez to działają jeszcze silniej. Czemu? Bo rzeczy niewypowiedziane, które po prostu się wyczuwa, są trudniejsze do zmiany. Najczęściej rodziny w ogóle ich sobie nie uświadamiają. No a spróbuj zmienić, coś czego nie jesteś świadomy…

Kiedy pracuję z ludźmi nasuwa mi się niemal zawsze myśl: kurcze, ta przeszłość (w tym także niepisane reguły w domu rodzinnym), ma na nas wpływ. Jest jednym z czynników, które robią z nas takich, a nie innych dorosłych. Z takimi a nie innymi zasobami, sposobem myślenia, podejściem do miłości, siebie, pieniędzy, seksu. Dzisiaj będzie o tych niepisanych zasadach właśnie.

Wiecie, mnie osobiście uświadomienie sobie, jakie niepisane zasady rządziły w moim domu, bardzo pomogło. Czemu ? Bo mogłam wziąć te, które naprawdę mi się podobają i gdzieś w głowie mam, że chcę je kontynuować tworząc swoją rodzinę. Te, które mi z kolei nie odpowiadają- no cóż pierwszym krokiem do tego, aby ich nie powtarzać jest bycie świadomym ich istnienia. To nie gwarantuje, że nigdy ich nie powtórzysz, ale jest konieczne, jeśli swój dom chcesz tworzyć inaczej.

Ludki w ogóle rzadko zastanawiają się, jaką rodzinę chcą tworzyć. A szkoda. Jeśli szykujesz ważny projekt biznesowy, to zazwyczaj masz na niego pomysł. To nie znaczy, że wszystko Ci wyjdzie ale znacznie zwiększa na to szanse. Czemu więc nie tworzyć rodziny świadomie i z pomysłem?

No dobra wracamy do zasad. Zobacz, oto kilku wybrańców.

 

Seks jest trochę zły i wstydliwy

Jeśli się o nim nie mówi lub unika tematów z nim związanych, to dziecko może założyć, że jest to temat w pewien sposób “zły”, a rodzina nie jest miejscem, gdzie w bezpieczny sposób może odkrywać ten aspekt życia poprzez np. rozmowy z rodzicami. Nie chodzi mi tylko, o rzadsze już w dzisiejszych czasach, podejście, że seks jest zły, tylko o subtelniejsze rzeczy.

Zobacz przykład. Była rodzinka. Generalnie ludki o dość swobodnym podejściu do seksu. Synek w wieku mniej więcej 8 lat zapytał nagle: co to seks?  Tata schował głowę w gazetę i zaśmiał się, a mama odpowiedziała „coś dla dorosłych” i szybko wyszła. Nie ma tu niby nic o tym, że seks jest zły, ale atmosfera wokół reakcji rodziców daje przekaz, że to jest coś naprawdę innego niż wszystkie rzeczy, na które rodzice odpowiadają normalnie. To nie jest fajne czuć, że pewne tematy są owiane jakąś dziwną tajemnicą. O tym jak dzieciaki odbierają świat (z własnego doświadczenia, bo pamiętam niektóre swoje myśli ,gdy miałam kilka lat) przeczytasz w artykule: Biust, Druh Boruch i kasa -świat widziany oczami dziecka |KLIK|

 

Wprowadzenie do kolejnej zasady

Teraz Ludki, chyba najważniejsza zasada, która może zmienić najwięcej, w życiu rodziny. Jeśli taka zasada obowiązuje, to często jej owocem są dorośli ludzie, którzy po prostu nie ogarniają swoich emocji: nie wiedzą, jak na nie reagować, jak je przeżywać. Często trudno im jest jak ktoś przy nich przeżywa silne emocje (no nie płacz, już nie płacz). Dam Wam przykład, zanim przejedziemy do tej zasady. Kiedyś uczyłam dzieci angielskiego. Pewnego dnia przyszłam do, powiedzmy Ani. Dziesięć lat, miła, nawet trochę zbyt grzeczna. Otworzyła mi babcia i mówi:

Pani Ewo, dziś nie będzie lekcji, bo Ania jest roztrzęsiona. Próbowano ją molestować, ale uciekła.

Ania faktycznie siedzi w fotelu i zalewa łzami. W ciągu trzech minut, jakie spędziłam w ich mieszkaniu, babcia jedyne, co powiedziała do wnuczki to:  już nie płacz, nie płacz nic się nie stało. Jest duża szansa, że babcia była wychowywana w rodzinie, gdzie:

 

Uczucia można wyrażać wtedy i tylko wtedy, gdy jest konkretny i niepodważalny powód by je mieć

Niezbyt chętnie są przyjmowane te, które po prostu są: bo uważane są za wyraz słabości, bycia niegrzecznym, braku kontroli nad sobą itp. W powyższym przykładzie, każdy zdrowy na umyśle człowiek uzna, że Ania powód do silnych uczuć miała. Ja nawet sądzę, że babcia też była świadoma, że to jest powód do emocji. Nie była jednak w stanie „pomieścić” jej emocji, bo sama prawdopodobnie miała niewielką pojemność emocjonalną.

O co mi chodzi z tą pojemnością? Możesz sobie wyobrazić, że w środku masz takie wiaderko. Emocje to woda. Ktoś o dużym, pojemnym wiaderku będzie w stanie przyjąć i przeżywać więcej emocji niż ktoś z wiaderkiem wielkości szklanki. Taka niewielka „pojemność” jest właśnie rezultatem braku przyzwolenia na wyrażanie emocji kiedyś. Babcia nie ogarniała silnych emocji, więc próbowała „uspokoić” wnuczkę, żeby nie czuć dyskomfortu związanego z obcowaniem z jej silnymi emocjami.

Jeśli jesteś dzieckiem, wyrażanie emocji jest dla Ciebie naturalne. Jeśli jednak nie ma na to pozwolenia, uczysz się je tłumić, przełykać i zaczynasz się ich bać – zarówno u siebie jak i u innych.

 

Nie można mówić wprost o tym, co się dzieje w rodzinie

 Innymi słowy w wielu rodzinach byłoby “dziwne” powiedzieć:

czuję, że tracimy ze sobą kontakt, albo

niepokoję się, że tata codziennie wypija trzy piwa po pracy.

Rozumiecie, w pokoju jest słoń w różowe kwiatki.  Każdy uczy się go omijać, ale udajemy, że go nie ma. Jego obecność znacznie utrudnia funkcjonowanie, ale tak się uczymy funkcjonować, żeby słoń mógł sobie bezpiecznie i niczym nie niepokojony stać dalej.

Najlepsze jest to, że ta zasada jest trochę rezultatem poprzedniej. Gdyby w rodzinie uczucia mogły być wyrażane swobodnie, nie banoby się także rozmawiać. No bo czego boimy się w trudnych rozmowach? Trudnych emocji właśnie. I kółko się zamyka.

A teraz idziemy do kolejnej, w swojej pracy z klientami, spotkałam się z nią bardzo często. Chodzi o to, że:

 

Dzieci muszą spłacić dług wdzięczności rodzicom

W silnej formie ludzie decydują się na dzieci, żeby “na starość miał kto szklankę wody im podać”. W sensie, że jest to ich motywacja do założenia rodziny. Najczęściej jednak ta zasada nie jest tak silna i objawia się w tym, że rodzice oczekują różnych form wdzięczności (emocjonalnej, finansowej) od dzieci, za to, ile dla nich poświęcili. Czyli dziecko, które wcale nie wybrało sobie świadomie, żeby przyjść na świat (na razie nie wgłębiajmy się w duchowe założenia, że wybrało), musi kiedyś “oddać” swoim rodzicom, to, co oni dla niego zrobili. Ja to jednak widzę tak: jeśli dorośli ludzie mają dziecko, to opieka nad nim jest ich obowiązkiem. Nie jest to coś nadzwyczajnego, no bo jaka jest alternatywa? Nie opiekować się? Znana terapeutka Anne Ancelin Schutzenberger, określa takie podejście mianem “drapieżnych prezentów”.

Ja Ci daję dar (Ty nie możesz zdecydować świadomie, czy go chcesz, bo jesteś dzieckiem i nie ogarniasz), ale to nie jest bezinteresowne. Masz mi oddać to kiedyś w jakiejś formie.

Inna sprawa to to, że niektórzy rodzice faktycznie poświęcają swoje życie dla dzieci. Są nadmiernie opiekuńczy (i często kontrolujący), często ich związek jest nieszczęśliwy, więc wszystkie uczucia przelewają z partnera na dziecko. Stają się tylko rodzicami i przestają być parą. I faktycznie ich życie kręci się tylko wokół dzieci, kosztem ich własnych potrzeb. Jest to jednak ich wybór. Często nieświadomy, ale jednak, bo wcale nie muszą tego robić. Dla dzieci spłacanie takiego długu może być bardzo obciążające – wtedy nie ma miejsca na pomoc rodzicom tak po prostu z chęci, bo stanowi to po prostu powinność.

 

Oczywiście to nie są wszystkie zasady, zobacz, mogą być też (spośród wielu innych, których nie wymieniłam) na przykład takie:

-dzieci szanuje się mniej niż dorosłych

– dziewczynki są słabsze niż chłopcy

-pieniądze są złe

-nauka to jedyny sposób na sukces

-małżeństwo to walka, obowiązek i zero przyjemności

-zabawa jest niepoważna

-zasady w rodzinie są ważniejsze niż uczucia

-ludzie spoza rodziny, dostaną więcej niż jej członkowie (uwagi, obecności, wsparcia materialnego)

Czemu warto uświadamiać sobie niepisane zasady w rodzinie – patrz początek posta:)

No to Ludki, jakie u Was panowały/panują niepisane zasady? Dawajcie zarówno te fajne, które chcecie kontynuować, jak i te, które chcecie zmienić!

 

Poprzednie
Kolejne