fbpx
PSYCHOLOGIA I RODZINA

JAK DZIECIŃSTWO WPŁYWA NA OBECNE ŻYCIE?

 

 

 

Na każdego w inny sposób, ale wpływa. Nie da się tego wpływu opisać w czarno biały sposób. Wiecie, na zasadzie, że wszystkie dzieci rozwiedzionych rodziców będą mieć kiepskie związki. Nie działa to w taki sposób. Każda osoba jest inna.

Od pół roku zbieram się do tego wpisu, bo tematyka jest dla mnie fascynująca. Jednocześnie temat jest olbrzymi, głęboki, będący nierzadko podstawą różnych teorii psychologicznych. Nie da się go wyczerpująco opisać w jednym wpisie.

Pokażę Wam więc te aspekty wpływu przeszłości, które najczęściej spotykam, gdy pracuję z innymi a część oprę na doświadczeniu własnym. Nie zgłębimy tematu, możemy jednak go nieco liznąć i sprowokować do rozmyśleń. Choćby do bardziej świadomego tworzenia swojej własnej rodziny i poszukania sposobów pracy nad konsekwencjami przeszłości we własnym życiu.

 

Jak to się zaczęło

 

Sponsorem dzisiejszego wpisu jest jeden z odcinków serialu, któru uwielbiam,  How I met Your Mother. Kojarzycie?

Parę dni temu oglądałam odcinek, w ktorym jedna z bohaterek, Robin, wraca z Argentyny z nowym latynoskim kochankiem. W tej roli nie kto inny jak  Enrique Iglesias i pasuje do niej wyśmienicie. Gael jest masażystą, zwolennikiem slow life i w ogóle celebracji wszystkiego: jedzenia, seksu, i każdej chwili. Natura, wolnośc i wiatr we włosach. Biedaczek zderza się jednak z Nowym Jorkiem, w którym mieszkają bohaterowie, i w którym panują zgoła inne zasady. Przekonuje w końcu do siebie przyjaciół Robin robiąc im masaż. Przedtem jednak z zapałem opowiada, że nasze ciało magazynuje trudne emocje z dzieństwa.  Podczas masażu ledwie żywa z przyjemności Lily, inna bohaterka, wykrzykuje, Mamo wybaczam Ci ! Wszystko pokazane w mocno prześmiewczy i bardzo zabawny sposób.

Wtedy pomyślałam sobie, że sporo ludzi spotyka się z takim prześmiewczym podejściem do wpływu dzieciństwa i nie dziwi mnie zbytnio, że zakładają, że temat jest trochę odjechany.

Dlatego dzisiaj ze swojej perspektywy – psychologicznej, opowiem Wam jak ja to widzę.

 

Świat jest ok versus świat jest zły

 

Przychodzisz na świat. Zanim przychodzisz to przez 9 miesięcy „tworzysz się”. Już wtedy, kiedy jesteś jeszcze „produkcji”, świat na Ciebie wpływa. Przychodząc na świat nie bardzo go ogarniasz. W zasadzie w ogóle. Na początku nawet myślisz, że Ty i matka to jest to samo. Potem zaczynasz łapać, że jesteś odrębny. Już na tym etapie zaczyna się nieświadome budowanie przekonań o sobie i rzeczywistości.

Kiedy ktoś Cię zostawia płaczącego, a Tobie coś dolega i jesteś sam, to doświadczasz stanu podobnego do tego, jaki dorośli doświadczają podczas zagrożenia życia. Ogromnego strachu. Nie kumasz logicznie, że ktoś wyszedł więc wróci a Ty nie umrzesz i wszystko będzie ok. Nie masz jeszcze na tyle wykształconych umiejętności rozumienia świata, żeby to wiedzieć i połączyć. Po prostu jesteś w ogromnym strachu.

Dlatego zasady zostawiania dzieci aż się wypłaczą, są idiotyczne. Bo faktycznie przestają płakać z wyczerpania, zmęczone ogromnym stresem i strachem, odczuwanym jako zagrożenie życia. Płaczą coraz mniej, ale nie dlatego, że nauczyły się być grzeczne, ale dlatego, że nauczyły się, że:

 

Pomoc i tak nie przyjdzie.

 

Podświadomie „zapisują sobie” że potrzebowanie kogoś to ból lub, że nie ma sensu nic potrzebować od innych. 

Teraz wyobraźcie sobie, jak kiedyś mogą wyglądać związki osoby, która podświadomie zakłada, że nie warto potrzebować innych ludzi…

W jednej z książek, nazywanych prze mnie pieszczotliwie psychologicznym bełkotem, (Przywiązanie w psychoterapii, David Wallin) przeczytałam o badaniach mówiących, że dzieci, których płacz był kojony w pierwszych miesiącach życia jak najszybciej, po pierwszym roku są spokojniejsze.

Zaczynają kojarzyć, że odsiecz przybywa w trudnych chwilach, a więc można się uspokoić i mniej stresować. Świat jawi im się jako przyjazny.  Wdrukowuje się coś bardzo ważnego – przekonanie, że świat jest bezpieczny jestem na nim mile widziany.

 Bardzo możliwe, że w dorosłym życiu będzie mieć mniej lęków “przetrwaniowych”. Że wojna, że umrze, bo na pewno ma śmiertelną chorobę, że wszystko się zawali. Może za to odczuwać więcej szeroko pojętego spokoju i mniej nieokreślonego lęku. Przekonania o tym, czy świat jest ok (bezpieczny i przyjazny ) czy nie ok (nieprzyjazny, trzeba walczyć o przetrwanie), to jedno z głębszych, bo tworzone na samym początku naszego życia, kiedy nie mamy jeszcze żadnego logicznego rozumienia. Praca nad tymi kwestiami, wymaga moim zdaniem, pracy terapeutycznej.

 

 

Bliskość

 

Absolutnie najczęstszym problemem z jakim się spotykam w gabinecie to problem z bliskością. Rzadko kiedy ktoś przychodzi i oznajmia: mam problem z bliskością. Sama pracuje nad bliskością na swojej terapii i też nie była czymś, z czym na terapię przyszłam.

A jednak podczas pracy psychologicznej, bardzo, bardzo często dochodzi się właśnie do problemów stojących na drodze bliskim relacjom. Choćby lęku przed byciem użytym przez partnera (emocjonalnie), lęku przed odrzuceniem, poczuciem, że nie zasługujemy na bliskość.

Udane relacje w olbrzymim stopniu warunkują nasze poczucie szczęścia. Jest bardzo ciekawa przemowa TED  w przyjazny sposób opisująca trwające 75 lat badanie, które odpowiadało na pytanie, co w życiu daje nam szczęście. No i wyszło, że bliskie relacje. Naprawdę bliskie – bo uwierzcie to, że ktoś jest po ślubie, czy w długim związku wcale nie musi oznaczać, że związek jest bliski. Jeśli mamy z kim wyjść na piwo, to też wcale nie musi oznaczać, że nie czujemy się samotni.

Wracajmy jednak do tego, jak dzieciństwo może wpływać na bliskość w przyszłych relacjach.

Powoli rośniesz. Zaczynasz szukać swojego miejsca w rodzinie. Tego, po co tu jesteś i co możesz dla niej zrobić. Dzieje się to oczywiście podświadomie, dzieci nie mają takich przemyśleń uświadomionych. Każda rodzina ma zazwyczaj niepisane zasady, według których funkcjonuje i metody (nie zawsze zdrowe), aby zachować równowagę (nie zawsze zdrową, ale jednak równowagę).

 

Dziecko zrobi wszystko, aby zdobyć miłość i bliskość – dlatego dostosuje się do zasad w rodzinie, nawet jeśli te są niezdrowe.

 

Jeśli dostaje bliskość tak po prostu, bo jest, to najlepsza sytuacja. Bo wtedy uczy się, że jest ona czymś normalnym, dostępnym  i czymś, po co można sobie sięgać. Bardzo dobry wdruk na przyszłe relacje.

 

Bliskość za coś

 

Bardzo często dzieci muszą sobie na bliskość zasłużyć. Czyli muszą być jakieś, żeby ją otrzymać. Uczą się, że takie jakie są, nie wystarcza, aby mieć bliskość. To sprawia, że w dorosłym życiu często żyją według nieświadomego założenia, że trzeba być jakimś, żeby zasłużyć sobie na bliskośćTo jaki/jaka jestem nie wystarcza.

Spełniają więc oczekiwania rodziców, mimo, że same mają inne potrzeby i powoli zatracają swoje prawdziwe ja. W dorosłym życiu mogą to być osoby z dużymi sukcesami, podziwiane, ale tak naprawdę z ciągłym poczuciem, że czegoś im brakuje, że nie wiedzieć, czemu, mimo tego fajnego życia, nie są szczęśliwe.

Bliskość część dzieci stara się otrzymać będąc „niewidocznymi”, żeby nie dokładać problemów nieszczęśliwym rodzicom.  To z kolei sprawia, że jako dorośli mają problemy z poczuciem wartości, nie znają swoich potrzeb i poświęcają się dla innych nie dbając przy tym o siebie i zatracając swoje granice.

Inny sposób na otrzymanie bliskości to opieka emocjonalna nad rodzicem,mimo, że jest to ponad siły dziecka (nazywamy to parentyfikacją,  napisałam Wam cały post o konsekwencjach takiej sytuacji, KLIK).

 

 

Rodzice budowniczymi przyszłych, romantycznych relacji swoich dzieci

 

Ci budowniczy to nie jest moje określenie, tylko terapeutki Virginii Satir. Opisuje ona, w jednej ze swoich książek (Rodzina. Tu powstaje Człowiek), że rodzice często zupełnie nie zdają sobie sprawy, jak dużą rolę gra ich związek w kształtowaniu przyszłych związków ich dzieci. To jest pierwsza relacja jaką dziecko widzi i na której podstawie tworzy sobie przekonania o związkach. Choćby:

-Jak mężczyźni traktują kobiety i odwrotnie

-Czy w związku rozmawiamy o uczuciach z otwartością czy ich unikamy?

-Czy seksualność jest dobra i naturalna?

-Czy związek to uwiązanie czy szansa na rozwój i bliskość

-Jaka jest rola kobiety, a jaka mężczyzny

-Czy partner/ka oznacza wsparcie czy walkę?

To wszystko pokazuje dzieciom, jakie są związki. Małe dzieci nie są w stanie zrozumieć, że nie każdy ma taką relację jak rodzice. Dzieje się to dopiero później, kiedy już te najgłębsze przekonania o sobie, świecie, relacjach, ma już w głowie

Bardzo często w przyszłym życiu dziecko skłania się do tworzenia relacji w sposób znany (wyniesiony z domu), nawet jeśli świadomie wie, że nie chce takiego związku jak związek rodziców. Bardzo dokładnie o wpływie związku rodziców na dzieci napisałam Wam w tym poście KLIK.

 

Co z tym wszystkim zrobić?

 

Jest kilka opcji, jeśli czytacie tego bloga to wiecie, że do głębokiej pracy psychologicznej najbardziej polecam psychoterapię. Ale o tym zaraz.

 

Pisać!

Można pisać coś w rodzaju dziennika. Pisanie jest formą wyrażenia się i pozwala przelać głębiące się myśli na papier. Często samo w sobie jest to pomocne. Jeśli robisz to regularnie możesz zacząć zauważać w jaki sposób myślisz i funkcjonujesz. Pozwala spojrzeć na siebie trochę z boku i często uświadomić sobie wzorce według których działasz w życiu. Już samo uświadomienie połączone z chęcią zmiany, pozwala powoli transformować niektóre schematy życiowe. Możesz pisać o rzeczach, które Cię trapią. Proponuje pisać z perspektywy odkrywcy, jakbyś sam siebie był ciekawy i robił ze sobą wywiad, zgłębiał różne wątki. Fajne pytania do dziennika:

a co by było gdybym zrobił w tej sytuacji zupełnie na odwrót?

-Jakie to wzbudza we mnie uczucia?

-Co zrobiłaby w tej sytuacji mama- czy ja robię podobnie

-Co zrobiłby tata- czy ja robię podobnie

-Gdybym był kosmitą, który widzi wszystko z boku, co bym sobie doradził?

-Czy to prawdziwy problem czy objaw innego, głębszego problemu?

Jeśli dojdziecie pisząc, do czegoś, co Was porusza wprawia w smutek, złośc radość itp. to możecie sobie na przykład włączyć muzykę i to wytańczyć, albo narysować. Chodzi o to, żeby pozwolić emocjom przejść przez siebie, zobaczyć je i zintegrować.

 

Psychoterapia

 

Dobra psychoterapia jest chyba najbezpieczniejszą podróżą przez przyczyny naszych dzisiejszych problemów. I wcale nie oznacza to „wywlekania brudów”. Czasem bardzo głęboka praca następuje podczas pracy nad tym, co dzieje się tu i teraz, zamiast na wspominaniu tego, co było. Jeśli potrzebujesz zanurkowania do przeszłości, możesz na to liczyć w nurtach psychodynamicznych.

Jeśli szukasz kreatywnych rozwiązańrozwiązań, ciekawym wyborem może być terapia ericksonowska.

Wszystkie osoby, które czują potrzebę wyrażania swoich uczuć, zmagają się ze złością, głębokim smutkiem, bolącym ciałem, albo odwrotnie mało czującym ciałem, polecam terapię lowenowską, która do pracy terapeutycznej włącza pracę z ciałem właśnie.

Osoby, które potrzebują czuć się naprawdę blisko w relacji z terapeutą (mam oczywiście na myśli bliskość terapeutyczną), otwarte na pracę nad przeszłością (jednak nie w sensie analizy a raczej zgłębianie obecnych konsekwencji przeszłości, które dzieją się tu i teraz), mogą rozważyć terapię Gestalt. Więcej o rodzajach terapii przeczytasz tutaj KLIK

 

Książki

 

Są też książki. Jeśli czujecie potrzebę zgłębienia tematu wpływu przeszłości na dziś, poszukania wzorców w swoich rodzinach na głębszym poziomie, na przykład przekazów transgeneracyjnych (czyli takich, które od bardzo wielu lat przekazywane są z pokolenia na pokolenie) to polecam książkę Tajemnice Przodków autorstwa Anne Ancelin Schützenberger. To chyba pozycja najbardziej związana z dzisiejszą tematyką wspiu. Niezwykle ciekawie napisana przez psychoterapeutkę, pełna niesamowitych historii. Po przeczytaniu tej książki sama odkryłam kilka wzorców rodzinnych, które wniosłam na terapię i mogłam zacząć je zmieniać.

 

Tak na koniec

 

Dzieciństwo ma wpływ. Po prostu dlatego, że pojawiamy się na tej ziemi trochę jak kosmici- nic nie ogarniamy z tego świata, na który przychodzimy. I jest ono czasem, kiedy uczymy się rozumieć rzeczywistość i tworzyć swoją własną tożsamość. Nie da się zrobić tego inaczej niż przez formowanie przekonań na temat świata i siebie w tym świecie.

Te zaś, a przynajmniej spora część z nich dotycząca najbardziej bazowych rzeczy: kim jestem, jakie są moje role w życiu, jakie są związki, czy jestem ok czy nie jestem ok, formują się właśnie w dzieciństwie, kiedy uczymy się funkcjonowania i próbujemy zrozumieć rzeczywistość.

Te przekonania zostają już z nami i wpływają na nasze zachowanie, wybory, a więc i życie. Często są kompletnie nieświadome i zaskakujące dla logicznej części nas. Dobra wiadomość jest taka, że da się z nimi pracować, choć na pewno nie jest to praca krótka i dająca natychmiastowe efekty. Za to niezwykle głęboka, rozwijająca nas, jako ludzi i pozwalająca na dostęp do coraz większego zrozumienia, coraz głębszych uczuć i coraz bliższych relacji.

 

Poprzednie
Kolejne