fbpx
RELACJE Z INNYMI

PAPUŻKI NIEROZŁĄCZKI VERSUS NOWOCZEŚNI NIEZALEŻNI. JAK ZNALEŹĆ BALANS W ZWIĄZKU?

 

 

 

 

Ostatnio sporo czasu spędzam na forach ślubnych i niezmiennie dostarczają mi one wiele refleksji psychologiczno-związkowych.

Dziewczyny rozmawiają o obrączkach. Jedna z nich chce mieć inną niż partner.

 

-Ale jakto? Inną obrączkę? Przecież po ślubie jesteście już całością!

 

W dalszej części swojego wywodu jedna z dziewczyn tłumaczy, że nawet gdyby mąż był uczulony to chciałaby, żeby nosił obrączkę, taką jak ona. A w odwrotnej sytuacji ona też by się oczywiście poświęciła. Biedne ręce, które będą ofiarami tej swoistej filozofii…

To taki ekstremalny przykład choć z życie wzięty. Są inne.

On wścieka się zawsze, gdy ona wychodzi na babski wieczór.

Ona zakazuje mu wieczoru kawalerskiego, oznajmiając to głośno w gronie znajomych- a facet wygląda jakby szukał dogodnego miejsca, gdzie mógłby się w spokoju zapaść pod ziemię.

 

Papużki nierozłączki

 

Do mnie zlana masa małżeńska nie przemawia. Papużki nierozłączki, dwie połówki jabłka – też nie. Taka relacja to często uzależnienie od drugiej osoby.

Ktoś uzależniony od partnera wycina siebie, nie zauważa siebie, skupia się tylko na drugiej osobie.  I wiecie, mam wrażenie, że paradoksalnie nie zauważa też partnera – takim, jakim on jest. Nie ma czasu zadać sobie pytania: czy ten człowiek mi naprawdę odpowiada, bo cały czas jest w pogoni za utrzymaniem partnera blisko siebie.

Zazwyczaj oczywiście działa to dokładnie odwrotnie: im więcej kontrolujemy partnera, tym dalej on jest emocjonalnie. Może faktycznie nie wyjedzie na samotny weekend, żeby nie mieć w domu awantury, ale na pewno nie będzie przez to bardziej chętny do bliskości emocjonalnej- a o tą tak naprawdę chodzi. I uwaga, to, że piszę partner może Wam podsuwać myśl, że post jest o kobietach kontrolujących swoich mężczyzn. A nie jest. Bo uwierzcie, obie strony kontrolują.

 

Naprawdę nikt jeszcze kontrolą i niezdrową zależnością nie sprawił, że druga strona ich pokochała.

 

Im więcej jest przestrzeni w relacji dla dwóch indywidualności i jednocześnie zdrowej zależności, tym bliżej można być ze sobą. Bardzo fajnie ujął to terapeuta Gestalt (Jorge Bucay) , którego książkę ostatnio czytałam:

„Marzy mi się, aby ci, których kocham, kochali mnie.

Jeśli tak nie jest, chcę, aby ci którzy nie darzą mnie tym samym uczuciem, odeszli.  

Nie chcę bowiem być z kimś, kto nie chce być ze mną. To bardzo bolesne. Ale zawsze lepsze niż bycie oszukiwanym.”

 

 

Nowocześni niezależni

 

Tak samo nie przemawia do mnie totalna niezależność, może po prostu dlatego, że ona nie istnieje. Jesteśmy ludźmi i czy nam się podoba czy nie, potrzebujemy innych ludzi.

Bardzo wiele osób boryka się z mniej lub bardziej uświadomionym lękiem przed bliskością, której tak naprawdę każdy pragnie. I często ten lęk błędnie nazywa się niezależnością.

Zawsze osobne konta, każda rada partnera czy prośba o zmianę czegoś, kwitowana powiedzeniem, że to nie Twoja sprawa- mam prawo do własnych decyzji.

 I tu znów forum ślubne. Otóż dziewczyny dyskutowały o kolorowych butach do sukni ślubnej. Jedna z nich napisała, że jej narzeczonemu nie podobały się jej kolorowe buty. Posypały się więc oburzone głosy mówiące, – to przecież Twoja sprawa jak będziesz wyglądać, nie pozwól żeby narzeczony Tobą rządził bo tak już będzie całe życie. 

A ja tak sobie myślę. Czy dla nich byłoby to zupełnie ok, gdyby ich partnerzy zdecydowali się włożyć garnitur czy buty, które kompletnie im się nie podobają? Czy z zachowaniem prawa do decyzyjności co do własnego stroju, nie można życzliwie wziąć pod uwagę drugiej strony?

Cała sztuka w tym, żeby zachować balans między indywidualnością i zdrową zależnością zamiast popadać w ekstrema.

Ale jak?

 

Zdrowy balans – proste rozwiązania

 

Bardzo chciałabym dać Wam złotą receptę na balans między indywidualnością a zdrową zależnością i jeszcze sama z niej skorzystać. Niestety, nic z tego. Czasem jest tak, że proste, zwyczajne rozwiązania zadziałają. I takim oczywistym rozwiązaniem jest jak zawsze rozmowa. Taka w której oboje pamiętacie, że chodzi o to, żeby ustalić coś sensownego i że gracie do jednej bramki.

Możesz porozmawiać z partnerem, o tym, co jest dla Ciebie akceptowalne w relacji. Chodzi mi o ustalenie, jak czujesz się z tym, że na przykład partner czasem wyjeżdża sam z przyjaciółmi, czy idzie na imprezę bez Ciebie.

Możecie też ustalić, ile czasu potrzebujecie na wspólne bycie ze sobą a ile na swoje indywidualne pasje. Coś w stylu,

ok Ty biegasz w środy, poniedziałki i soboty. Wtedy ja ogarniam dzieci. We wtorki i piątki ja chodzę na boks albo jogę. W takim razie w czwartek wieczór to jest nasz czas.

 

Trudniejsze rozwiązania 

 

Czasem jednak będzie to trudne, bo temat balansu między JA a MY jest bardzo głęboki. Dotyka poczucia wartości, tego, czego w dzieciństwie nauczyliśmy się o bliskości i związkach, tego jakie były nasze wcześniejsze doświadczenia związkowe. Tego, czy mamy świadomość, że potrzebujemy partnera tu i teraz, ale on nie zawsze będzie dla nas dostępny tak, jak chcemy. I tego co z tą wiedzą robimy. Czy obrażamy się, szantażujemy i kontrolujemy. Czy też jesteśmy w stanie zaakceptować, że tu i teraz ona/a potrzebuje przestrzeni dla siebie i potrafimy zwrócić się do innej bliskiej osoby po wsparcie. Albo zająć się sami sobą, emocjonalnie samych siebie przytulić i otoczyć życzliwością. Jeśli umiesz to zrobić, to już bardzo dużo. I dla Ciebie i dla Twojego związku. To daje przestrzeń.

Jakoś tak jest, że ludzie chętniej zbliżają się do nas, kiedy czują, że nie muszą tego robić, na nasze zawołanie. Że mają wolność wyboru. Pomyśl, czy ty też zawsze masz ochotę na bliskość z partnerem? Nawet jeśli go/ją uwielbiasz? No właśnie.

 

Zależność i psychoterapia

 

Bardzo wiele osób przychodzi na psychoterapię właśnie z problemami w relacjach, a nawet jeśli przychodzi z teoretycznie niezwiązanymi z relacjami (jak chociażby życie zawodowe), to najczęściej mają one korzenie w relacjach.

Jeśli masz poczucie, że bycie w związku to ciągłe napięcie związane z tym, czy partner jest dostatecznie blisko, przyprawione cierpieniem i lękiem, gdy go nie ma, to dobra psychoterapia może bardzo pomóc.

To w jaki sposób przywiązujemy się do innych ludzi ma źródło w dzieciństwie, często bardzo wczesnym. Im wcześniejsze źródło problemów, tym głębszej pracy wymagają. Być może można to zrobić samemu, ale nie wiem tego.

Na tej samej zasadzie na jakiej, być może, kosmetyczka naprawiłaby w końcu skomplikowany problem w aucie bez wsparcia mechanika. Ale pewnie łatwiej będzie jej jednak sięgnąć po wsparcie specjalisty. Dobry psychoterapeuta, z którym będziesz mieć chemię (oczywiście terapeutyczną, czyli łatwość rozmowy, zaufanie) będzie potrafił wykorzystać swoje zasoby i wspierać Cię w wykorzystaniu Twoich, żeby pomóc Ci poczuć więcej luzu i spokoju w relacjach. Byłoby fajnie, prawda?

 

 

 

 

Poprzednie
Kolejne