fbpx
RELACJE Z INNYMI

OCZAMI KLAUDII – CO WSPIERA, A CO IRYTUJE W CZASIE ŻAŁOBY PO UTRACIE PARTNERA?

 

 

 

Żałoba to temat, który z dużym prawdopodobieństwem dotknie zdecydowaną większość nas i naszych bliskich. Dlatego pomyślałam, że jest tak ważny, że warto go poruszyć.

Dziś chciałabym oddać głos Klaudii Tolman – mojej znajomej,  która 30 sierpnia 2017 roku, straciła w wypadku swojego Narzeczonego i jednocześnie partnera biznesowego. Wspólnie z Michałem stworzyli firmę ExplainVisually, która była wyrazem ich wspólnych pasji.

 

Ta wiadomość zastała mnie na wakacjach i choć zarówno Klaudię jak i Michała widziałam kilka razy w życiu, to moje myśli wędrowały w tym czasie bardzo często w ich stronę. Inaczej reagujesz, gdy dowiadujesz się, że zmarła osoba w bardzo podeszłym wieku, a inaczej, gdy wczoraj był człowiek, który miał przed sobą całe życie, a dziś go nie ma.

Widząc otwartość Klaudii w dzieleniu się swoimi odczuciami, zapytałam Ją, czy nie zechciałaby pomóc w znalezieniu odpowiedzi na pytanie, jak możemy wspierać naszych bliskich w żałobie.

To pytanie chodziło mi po głowie od jakiegoś czasu, kiedy to uświadomiłam sobie, że w sumie to ja nie wiem, jak wspierać bliskie mi osoby w okresie żałoby.

Ludzie są różni. Jedni bardzo konkretnie i otwarcie mówią, czego potrzebują w takiej chwili. Wiele osób jednak przeżywa stratę w samotności – z wyboru lub dlatego, że inni ludzie nie są w stanie okazać im wsparcia.  Dla bliskich osób przeżywających żałobę jest to sytuacja, w której często nie wiedzą jak się zachować. Pisać? Odzywać się? A jak tak, to co mówić? Jak pokazać, że jesteśmy, ale jednocześnie nie narzucać się?

Oddaję głos Klaudii.

 

Co Cię wspiera w okresie żałoby?

 

Obecność

Wspiera mnie przede wszystkim obecność. Jestem osobą wybitnie potrzebującą innych ludzi. I to nie ma znaczenia, czy ich znam, czy nie. Zresztą dlatego na moim Facebooku, gdy umieściłam informację o śmierci Michała, zaapelowałam: potrzebuję teraz niemierzalnych połaci wsparcia od ludzi. Od ludzi, których znam osobiście, których znam „z Internetu”, których znam z opowieści, od moich i naszych Klientów a nawet tak zwyczajnie: od nieznajomych. Przez pierwsze dwa tygodnie od śmierci trwała w moim życiu tzw sztafeta, jak ją nazwaliśmy, czyli każdego dnia ktoś u mnie nocował i przekazywał mnie sobie z rąk do rąk. Po prostu żeby ze mną być, towarzyszyć mi, czuwać. Być, jeśli nagle w ciągu nocy się obudzę i będę się zanosiła płaczem (co akurat ani razu się nie zdarzyło. Płakałam raczej w ciągu dnia, w nocy po prostu miałam problem ze snem).

 

Przytulanie

Coś, co się bezpośrednio wiąże z punkiem pierwszym: nade wszystko przytulanie. Przytulanie, przytulanie i jeszcze raz przytulanie! Moc przytulenia jest nie do opisania. Ja przytulam się dużo, bardzo mocno i przy każdej możliwej okazji. Pamiętajmy, że taka wdówka, której narzeczony właśnie zmarł, jest wytęskniona ludzkiej obecności, ludzkiego dotyku, ciepła ludzkiego ciała, poczucia, że ktoś jest obok i w razie potrzeby pomoże. Oczywiście pamiętajmy, że chodzi o normalne, aseksualne przytulenie, a gdyby ktoś wykorzystał to przytulanie do celów seksualnych, odniosłoby to efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego!

 

“Wyciąganie” z domu

Wspiera mnie jak „wyciągają mnie” z domu (choć mnie wcale nie trzeba „wyciągać”, sama wychodzę bardzo chętnie) na różne ciekawe aktywności (albo nawet chociażby do tego zachęcają, podsyłają linki czy informacje). Nawet jeśli wcale nie byliście ostatnio w częstych kontaktach, ale znacie się, i chcecie tej osobie pomóc, zaproście ją! Ja byłam zapraszana na przykład na (i z dużej części zaproszeń skorzystałam):

  • wspólne gotowanie w kuchni spotkań IKEA
  • urodziny kolegi z klasy z Liceum (a widziałam go ostatni raz chyba właśnie w liceum!)
  • trzydniowe urodziny na wsi
  • parapetówkę
  • jazdę konną
  • wyjście do kina, do teatru
  • wypoczynek w górach, w naturze
  • przyjazd do innego miasta w Polsce, Europie czy nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie mogłabym się nieco odciąć i wyciszyć, zdystansować

 

Robienie z tą osobą tego, co wiesz, że może się jej szczególnie spodobać

Dla mnie na przykład ważny jest rozwój duchowy, i skorzystałam z czyjegoś zaproszenia:

  • do grupowych medytacji w intencji Michała,
  • do Kręgu Kobiet,
  • do medytacji dynamicznej (w ruchu),
  • do pójścia do szamana z Bali, który pracuje metodą jogi czakralnej,
  • do posłuchania jakiegoś konkretnego utworu (najczęściej mantr, których jako osoba medytująca słucham) czy do obejrzenia jakiegoś konkretnego filmu.

Każde z tych wydarzeń miało dla mnie duże znaczenie i było wielkim wsparciem w jakimś konkretnym aspekcie. Uwielbiam także niemalże wszystko, co się dzieje w Klubie Komediowym w Warszawie, więc chętnie daję się zapraszać na stand-upy, improwizacje, musicale improwizowane.

Ponadto, sama pracuję w dziedzinie myślenia wizualnego, więc kiedyś w ramach niespodziankowej akcji, cała moja facebookowa tablica (w dniu pogrzebu!) została przepięknie udekorowana rysunkami od prawie 50 osób z branży, z całego świata (których znam osobiście, albo tylko z internetu). Były to rysunki, które miały mi dodać sił w tym trudnym dniu, ale w ogóle w procesie mojej żałoby. Każdy jeden rysunek wydrukowałam i zdobią one moją ścianę w mieszkaniu. Patrzenie na nią przynosi mi wielkie ukojenie i dodaje mi sił, bo wiem, że bardzo dużo ludzi na całym świecie przesyła mi dobrą energię i trzyma za mnie kciuki w tym procesie. A cała akcja wizualnej społeczności, do której należę została także opisana (po angielsku) na ich stronie tutaj. 

 

Dbanie o tą osobę w taki matczyny, troskliwy, czuły sposób

Ludzie w pierwszym okresie, w pierwszych dwóch tygodniach od śmierci Michała, przynosili mi furę jedzenia. Karmili mnie, zachęcali do jedzenia, gotowali rzeczy, które były zrobione bardzo „pode mnie” (nie jem mięsa, nie jem nabiału, unikam mąki, nie jem smażonego, słowem: jem bardzo zdrowo i też nie jest łatwo mi dogodzić byle parówką). To było naprawdę przepiękne i bardzo pomagało mi nie zniknąć z powierzchni Ziemi (do dnia pogrzebu bardzo skurczył mi się żołądek i nie byłam w stanie za dużo jeść, chudłam w oczach).

 

Empatyczne podejście, prosto z serca

Nawet, jeśli ktoś mi napisze: „Klaudia, kompletnie nie wiem, co powiedzieć, jak się zachować, to jest takie straszne, nie wiem, jak ty się w ogóle trzymasz” – to to jest nadal przejaw empatii. Bo ja dokładnie też jestem w takim rozbiciu.
Wystarczy otworzyć serce na tą osobę, a ciepło i cudotwórczość empatii przyjdzie samo. A jeśli trochę możesz znać sytuację tej osoby w żałobie (bo Tobie też ktoś bliski kiedyś zmarł), to podziel się tym, jeśli jesteś gotów. Dla mnie świadomość, że ktoś mnie rozumie i może wiedzieć, co przechodzę, było bardzo wspierające. Plus szczególnie od tych osób, które są po podobnych przejściach, bardzo cenne były dla mnie ich wskazówki, jak można sobie pomóc w takiej sytuacji: np. śledzenie projektu Dagmary Skalskiej, namiary na Fundację Nagle Sami, czytanie jakichś konkretnych blogów, artykułów, czy książek, i rekomendowanie prowadzenia własnych zapisków. Co do tego ostatniego: zrobiłam to sama, intuicyjnie nawet i przed rekomendacją znajomego. Robię to w podwójnej formie: prowadzę tzw. Żałobnik, czyli komputerowe zapiski moich dni wraz z opisem moich emocji, zdjęciami z danego dnia i obserwacjami, jak zmienia się moje myślenie i czucie. Od trzech lat prowadzę także tzw. Cudownik, czyli dziennik rysunkowy, gdzie rysuję przebieg dnia, a teraz bardziej nie przebieg, ale jedną rzecz, która mi danego dnia pomogła, czy była dla mnie cenna.

 

Pochwalanie moich „postępów”

Ponieważ moja działalność jest mocno osadzona w Internecie, zawsze bardzo aktywnie promowałam swoje aktywności zawodowe, to nie inaczej jest też teraz. Co prawda przez pierwszy po śmierci okres byłam mniej aktywna w sieci, ale staram się w miarę możliwości dzielić tym, co mi aktualnie towarzyszy (poza zawodowymi profilami zupełnie prywatnie dzielę się np. moim procesem żałoby w albumie #patrzęsercem). Ludzie widzą zatem, że wróciłam na nowo szkolić, że wróciłam do działań zawodowych, ba, że klikam co i rusz, że wybieram się na takie wydarzenie, czy inne. Widzą, że działam, żyję, obserwują bardzo uważnie każdy mój ruch, bo są ciekawi, jak sobie radzę, bo bardzo mi przecież kibicują. I od czasu do czasu dostaję od ludzi słowa uznania, że cieszą się, że działam, że się nie poddaję, że wychodzę z domu, że uśmiecham się, chwalą, że jestem dzielna, podziwiają za siłę i odwagę. Zatem jeśli zobaczysz, że ktoś ma się pomalutku coraz lepiej, to pochwal go za to. Za każde nawet małe mikroskopijne świadectwo tego, że osoba w żałobie idzie pomału do przodu. Ale ważne: chwal za proces, nie za efekt (o czym szerzej możesz posłuchać w tym obłędnym filmiku, gdzie Carol Dweck opowiada o wynikach swoich badań).

 

 

 Jakie zachowania czy słowa ludzi wobec Ciebie i Twojej sytuacji bardziej szkodzą niż pomagają?

 

Mam niestety kilka czy nawet kilkanaście „perełek” z cyklu: jak nie robić tym, którzy właśnie stracili najbliższą osobę. Poniżej prezentuję siedem, dla równowagi z poprzednią siódemką.

 

Nie swataj.

Dziesiątego dnia po pogrzebie, jakąś godzinę po stypie, byłam swatana. I to jeszcze z moim współpracownikiem, który jest dla mnie jak brat, a w dodatku jest przyjacielem mojego zmarłego Narzeczonego… Próby swatania mnie i słowa: przecież chyba nie zamierzasz być teraz całe życie sama, usłyszałam także 45  dnia od śmierci Michała. To naprawdę nadal jest za wcześnie. Żałoba po małżonku nie bez powodu trwa ponad rok. Jeśli osoba w żałobie sama nie wyjdzie z propozycją, że jest już gotowa do nowego związku, apeluję do Waszego poczucia przyzwoitości i taktu: nie swatajcie! To jest wybitnie nietaktowne, bezczelne i lekceważące. I zwyczajnie obleśne!

 

Nie mów musisz być dzielna, musisz być twarda.

Nic nie muszę! W kontraście do tych słów, jedne z najmądrzejszych słów, jakie usłyszałam, powiedziała kiedyś jedna z moich przyjaciółek, Ola. Zapisałam sobie je w swoim Żałobniku: „w czasie takiego czasu jak ten, po stracie, w żałobie, wszystko, co się ze mną dzieje – jest ok. Chce mi się płakać? Ok, płacz. Nie chce Ci się płakać? Nie płacz, i nie miej żadnych wyrzutów sumienia, że tak jest. Chce Ci się iść do ludzi? Idź. Chcesz się zamknąć w domu? Ok, zrób tak. Masz ochotę na przygodny seks? Zrób to! Nie masz ochoty? Nie rób. Cokolwiek czuję i chce, jest właściwe i mam to robić.”  Niedopuszczalne według mnie jest mówić komukolwiek i kiedykolwiek (nie tylko w żałobie!) jakiekolwiek zdanie, które zawiera słowo musisz. A już oczekiwanie od kogoś, że musi być dzielny i twardy, kiedy czuje się rozwalony na małe kawałeczki, jest absurdem. Osoba w żałobie nic nie musi.

 

Unikaj nieadekwatnego dobierania słownictwa do sytuacji śmierci.

Najbardziej nieudolną próbę kondolencji przeżyłam telefonicznie. Zadzwoniła do mnie osoba, która właśnie dowiedziała o śmierci Michała z mojego Facebooka. Komentarzem tej osoby było: No nieeee, no nie… Szkooooooda. Szkoda naprawdę! „Szkoda”?! Użycie słowa szkoda w kontekście śmierci, jest doprawdy wielką nieadekwatnością! Szkoda to jest, jak Ci się resztka sera koziego w lodówce zepsuje, albo jak zapodzieje Ci się jedna skarpetka, a nie jak Ci umiera Miłość Twojego Życia.

 

Nie wykorzystuj sytuacji czyjejś żałoby, do przymilenia się i wkupienia w jej łaski.

Jeśli Twoje stosunki z osobą, która właśnie jest w żałobie, nigdy nie były zbyt ciepłe, (a już szczególnie, jeśli kiedyś skrzywdziłeś tą osobę), nie wpadaj na pomysł, żeby teraz swoją ofertą pomocy uleczyć dawne zaszłości. To obrzydliwa, niesmaczna manipulacja, która jeszcze bardziej pogorsza Twoją pozycję i obraz w oczach osoby w żałobie! Co więcej: odbudowanie tej sytuacji będzie praktycznie z cyklu mission impossible

 

 Uszanuj jej żałobę i zostaw ją w spokoju, bo jeszcze długo nie będzie gotowa do nowych relacji damsko – męskich.

Nie podrywaj, nie snuj domysłów, nie rzucaj jej dwuznacznych tekstów, nie odczytuj żadnych sygnałów z jej mowy ciała, które rzekomo puszcza w Twoim kierunku. Rekordzista podbijał do mnie niecałe trzy tygodnie od śmierci Michała… A jeśli jesteś facetem, ale rzeczywiście masz tylko i wyłącznie szczere, prawdziwe, ludzkie, zupełnie nie damsko – męskie intencje, to zastanów się trzy razy nad tym, jak sformułujesz w jej kierunku swoją ofertę pomocy, żeby odebrała to jako normalny ludzki odruch, a nie próbę poderwania Cię albo zaciągnięcia do łóżka. Wiedz, że wdówka może być przewrażliwiona na punkcie takich sygnałów i może je widzieć nawet tam, gdzie ich nie było. Bądź przede wszystkim troskliwym, gotowym do pomocy człowiekiem, a nie mężczyzną, który teraz pomoże biednej cierpiącej wdówce, bo a nuż, kiedyś ta wdówka będzie mu się chciała „odwdzięczyć”…

 

Nie oskarżaj słowami: no co nic nie mówisz, powiedz coś!

 Śmierć i żałoba bardzo przypomniała mi ważną naukę życiową, że większość słów, które wypowiadamy z ust w ciągu całego dnia jest tak błaha, jak informacja o tym, jakiego koloru miałeś guziki w stroju przywdzianym w dniu swoich pierwszych urodzin. Oczekiwanie, że wdówka czy wdowiec będzie gadał jak najęty jest nietaktowne. Milczenie jest złotem. Dla tej cierpiącej osoby cenna może być sama Twoja obecność. Nie namawiaj jej, żeby gadała po prostu, żeby gadać. W mojej głowie na przykład po takiej „zachęcie” brzmiał zawsze dialog: „A o czym mam gadać? Wszystko jest miałkie, nieważne, marginalne… Przecież umarł mój narzeczony…! Co naprawdę ważnego miałabym teraz powiedzieć, bo byłoby ważniejsze od jego śmierci i mojej aktualnej żałoby, którą właśnie przechodzę w ciszy?”

 

Nie zakazuj osobie w żałobie płaczu

Nie wciskaj tej osobie tabletek uspokajających, jeśli wiesz, że ich nie bierze. Nie uspokajaj, kiedy zanosi się płaczem. Nie tamuj żadnych negatywnych emocji! Po prostu ją wtedy mocno przytul. Nie widzę ani jednego dobrego powodu, dla którego warto komuś zakazać płaczu! Płacz i smutek to normalna emocja, której tamowanie skończyłoby się jeszcze większą traumą i wyparciem tej sytuacji, a smutek po stracie zostałby ucięty i w efekcie nigdy nie przerobiony. Każde emocje w żałobie należy przeżyć, dlatego dawaj przestrzeń na zaistnienie każdej emocji. Bądź przy tej osobie i zapewniaj jej bezpieczne warunki do płaczu, smutku, żalu czy złości, czy jakiejkolwiek negatywnej emocji, jaką właśnie w sobie ma. Pięknym i bardzo cennym dla mnie jest fragment maila, jakiego dostałam od mojego znajomego. Cały list jest wyjątkowy, ale tutaj zacytuję tylko jego fragment. Właśnie o płaczu. Przemek napisał:

„(…) Życzę Ci, żebyś wypłakała tyle łez, ile zdołasz.

Życzę Ci, żebyś przeżyła każdą emocję, którą czujesz, i każdą, którą jeszcze poczujesz. 

Życzę Ci, żebyś dała sobie prawo do wszystkiego, co się w Tobie pojawia i będzie pojawiać.

I życzę Ci, żebyś po tym wszystkim przestała płakać. (…)”

 

 Zapraszam też do artykułu: Gdy odchodzi Rodzic. Oczami Marty, Pauli i Piotra. Jak wspierać bliskich w żałobie?

 

Poprzednie
Kolejne