fbpx
RELACJE Z INNYMI

SZCZĘŚLIWI NA INSTAGRAMIE, SAMOTNI W REALU

 

 

Kilka dni temu obejrzałam Bohemian Rhapsody. Pomijając już fakt, że film był ucztą dla uszu, (ta muzyka!) i oczu, (te koty!), to zatrzymałam się na dłużej przy psychologicznych przemyśleniach. Samotność. Ogromna i przytłaczająca. Pchająca w ramiona miliona partnerów, zagłuszana używkami i uwielbieniem tłumu na scenie.

 

Samotność jest wszędzie

 

Gdy wróciłam do domu, sięgnęłam po biografię Freddiego i natknęłam się na taki cytat:

Artyści zawsze mają za sobą, nieszczęśliwe dzieciństwo – przynajmniej w kategoriach emocjonalnych niedostatków. Stąd bierze się ich desperacka potrzeba sukcesu, zdobycia miłości i uwagi”.  Nie wiem, czy traktowałabym to w kategoriach „zawsze”, ale faktycznie zazwyczaj historie życiowe sławnych artystów są trudne.

O sławnych ludziach pisze się książki, tworzy filmy i z ich historii możemy się dowiedzieć o ich samotności czy cierpieniu. O tych niesławnych nie pisze nikt. I czasem nikt nie może dowiedzieć się, w jak ogromnym poczuciu samotności żyją. Nierozumiane i emocjonalnie opuszczone dzieci, które na pozór mają wszystko i są takie „grzeczne”. Przytłoczone oczekiwaniami i pozbawione wsparcia świeżo upieczone mamy.

Mężczyźni pracujący po dwanaście godzin dziennie i wracający do domu, gdzie czekają na nich partnerki, które ciągle oczekują więcej i nigdy nie jest dość.

Kobiety na wysokich stanowiskach, które muszą walczyć w pracy i wracają do samotnego domu. Albo do równie zapracowanego partnera, z którym w zasadzie się mijają.

Nastolatki, które muszą być najlepsze z każdego przedmiotu, a jedyny temat rozmów z rodzicami to stoczy stopnie w szkole są wystarczająco dobre.

 

Ukryty dramat

 

W samotności najgorsze jest to, że nie rzuca się w oczy. Często ukryta jest za kurtyną pozornie bardzo udanego życia. Dramat, o którym nie wie nikt.

Gdy przypominam sobie najfajniejsze chwile dotychczasowego życia, w dziewięćdziesięciu procentach dotyczą sytuacji z ludźmi i poczucia połączenia z nimi. I choć bardzo lubię piękne przedmioty, dalekie podróże i drogie telefony to nigdy nie były one bohaterami tych poruszających chwil, w których naprawdę czułam, że żyję.

Wiecie, że w latach 50-tych czy 60-tych ludzie, którzy przychodzili na psychoterapię, pracowali głównie nad problemem wyodrębniania swojej indywidualności ze sztywnych konwenansów?

Obecnie na tapecie są relacje, a idąc głębiej, bardzo często poczucie samotności pomimo pozornie udanego życia. Takie mamy czasy. Szybkie życie, gloryfikacja sukcesu, social media, które często zastępują wspólną filiżankę herbaty i wszechobecne oczekiwania bycia perfekcyjnym w każdej dziedzinie życia. Na relacje nie starcza czasu i…odwagi. Bo bliskość jest nie tylko fajna, jest też trudna. Niesie za sobą lęk przed odrzuceniem. Czymś, czego wiele osób już doświadczyło w życiu i nigdy nie chce powtórzyć.

 

Relacje Image’ów

 

Czasem też mam wrażenie, że samotność może wynikać z tego, że nie bardzo mamy wzorce naprawdę głębokich relacji. Nieidealnych, ale po prostu emocjonalnie bliskich. Dzisiejsze relacje często opierają się na wymianie swoich image’ów między ludźmi.

Na Instagramie widzimy idealnych ludzi: pięknych, bogatych, prowadzących ciekawe życie. Sami też najchętniej pokazujemy się z takiej strony, na miarę naszych możliwości. To może dawać nam podziw innych, ale nie bliskość. Myślę, że to bardzo ważne, żeby umieć oddzielić podziw od miłości. Wielu ludziom te dwa pojęcia się mylą. Podziw sprawia, że czujemy się ważni, ale jesteśmy wyżej niż inni. Ceną za podziw bardzo często jest samotność właśnie.

 

Często samotność jest tak subtelnym uczuciem, że nawet jej świadomie nie zauważamy. Gdzieś tam jest to nieznośne uczucie, które staramy się odpędzać: używkami, wieloma partnerami, ciągłą pracą, zakupami. Do czasu aż spotkamy kogoś, kto naprawdę zobaczy nas a nie kogoś na kogo usiłujemy się lansować. Albo do czasu, aż po kogoś takiego sięgniemy. Choć to często droga, która zaczyna się od szczerości wobec siebie i uważnego przyjrzenia się swoim relacjom.

 

Jak jest?

 

Jakie są Twoje relacje? Czy czujesz, że masz „swojego człowieka” albo swoich ludzi? Takich, którzy lubią Cię nawet, kiedy nie masz im nic na dany moment do zaoferowania, poza swoim smutkiem i słabością?  Takich, którzy pozwolą Ci być sobą, nawet jeśli się nie zgadzacie?

Z różnymi ludźmi wędrujemy przez życie, ale nie z każdym wędrujemy przez nasz wewnętrzny świat- osobistych uczuć, emocji i tych części nas, które zazwyczaj pozostają w ukryciu.

 

Tworzyć bliskie relacje wcale nie jest tak prosto. Jeśli nie robiliśmy tego do tej pory, to prawdopodobnie jest ku temu powód. Mniej lub bardziej uświadomione bolesne doświadczenia, albo poczucie, że wszyscy ludzie zawodzą. Czasem po prostu poczucie, że nie wiadomo jak takie relacje budować, mimo najszczerszych chęci.

 

I co teraz?

 

Czasem wystarczą drobne rzeczy. Powiedzenie ludziom, z którymi zazwyczaj rozmawiasz na codzienne tematy, o tym jak się czujesz. Co słychać w Twoim wewnętrznym świecie. Mało kto chce tam wchodzić bez zaproszenia.

Spotkanie na żywo zamiast czatu na Fejsie czy Insta. Podjęcie wysiłku, aby naprawdę usłyszeć Twojego rozmówcę, zamiast tonąć w swoich interpretacjach na temat tego, co powiedział. Przeczytać TEN artykuł.

A czasem? Czasem trzeba sięgnąć głębiej. Nie bez powodu coraz więcej osób pracuje na psychoterapii z tematyką relacji. Uczy się nowych sposobów funkcjonowania w relacjach. Inspiruje do czucia, a to właśnie czucie nadaje relacjom smak.

Choć to niełatwe, naprawdę warto podjąć trud wyjścia naprzeciw Drugiemu. Nie ma gwarancji, że Twoje zaproszenie zostanie przyjęte. Bez niego jednak, masz niemal gwarancję, że Twoim towarzystwem pozostanie samotność.

 

Poprzednie
Kolejne