fbpx
RELACJE Z INNYMI

WIOSNA I LATO SEZONEM ŚLUBÓW – CZY PRZEMYŚLANYCH?

 

 

Wiosna i lato to sezon ślubów. Lubię śluby i wesela, ale zawsze przyprawiają mnie o pewne przemyślenia. Czasami mam wrażenie, że wydarzenie to,  jest manifestacją przerostu formy nad treścią. Muzyka, sala, orkiestra, suknia, garnitur i bukieciki przysłaniają sens ślubu –  świadomej decyzji, że właśnie z tą osobą chcę tworzyć wspólne życie dalej. Nie tylko dlatego że ją kocham, ale też dlatego, że ją lubię , dobrze się z nią bawię, czuję między nami więź, możemy na siebie liczyć, a nasza seksualność ma potencjał.

Chciałabym też zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko logistyce ślubnej. Przeciwnie, uwielbiam ją. Ma ona jednak zupełnie inny smak, kiedy czuje się, że w tym całym przedślubnym rozgardiaszu, młoda para naprawdę chcę być małżeństwem i czerpie radość z bycia razem, a nie skupia się jedynie na organizacji ślubu.

Czasami patrząc na niektóre pary, które „wytrzymują” ze sobą lub jawnie się nie lubią, zastanawiam się, jaka była historia ich decyzji o ślubie i czy była ona świadoma. Co z tego, że są ze sobą od czterdziestu lat skoro od dwudziestu śpią w innych pokojach, rozmawiają ze sobą na tematy logistyczne i tak naprawdę już się nie znają. W naszej kulturze podziwia się często osoby, które są ze sobą kilkadziesiąt lat, ale mało kto bierze pod uwagę, czy ten związek jest faktycznie jakościowy i wspierający dla obu stron.

 

Decyzja o ślubie –  czemu?

 

Większość ludzi (mam nadzieję) decyduje się na ślub świadomie, z miłości, z przyjaźni, z dopasowania seksualnego i wspólnie przemyślanej szczerej chęci. Spotkałam się jednak z innymi sytuacjami.

Czasem decyzje o ślubie podejmuje się na fali pięknych zaręczyn, mówiąc tak ślubowi, ale trochę zapominając, że za nim jest małżeństwo. W takim stanie zazwyczaj umysł „usuwa” ewentualne problemy, przeszkody czy wątpliwości.

Albo jakoś tak „samo wychodzi”, że decyzja o ślubie się pojawia. Inna opcja: jeden z partnerów bardzo naciska, a  drugi po prostu ulega. Sporo razy słyszałam stwierdzenie, że  jesteśmy już ze sobą tyle czasu, jest wygodnie, w sumie nie jest źle no i przydałoby się już ustatkować. Pewnie część z takich par jest do siebie dopasowana, ale część nie jest. I taka decyzja będzie zwiększać tylko wskaźniki rozwodowe za parę lat.

Często też nie odpowiadamy sobie na pytanie, z czym mi się kojarzy małżeństwo?

Czy jest wiążącym zobowiązaniem, które trzeba przejść bo prawie wszyscy znajomi są już po ślubie, a rodzice naciskają, aby się ustatkować? Przerysowując, trochę na zasadzie Dla kompanii i Cygan się powiesił.  Czy może nową przygodą i okazją do pogłębienia więzi z partnerem poprzez wspólną “pracę” wkładaną w związek, aby był po prostu dobry?

Być może skojarzenie związane z małżeństwem jest gdzieś pomiędzy Cyganem a dostrzeżeniem w nim wielu fajnych rzeczy i ogólną chęcią do podjęcia takiej przygody. Zazwyczaj odpowiedzi nie są czarno białe i ta trzecia opcja jest dość częsta.

 

 

Kilka inspiracji do przedślubnych przemyśleń 

 

W podejmowaniu świadomej decyzji o ślubie zaczęłabym od pytania: Czy my się naprawdę lubimy. Nie tylko kochamy, ale lubimy. Czy oprócz aspektu seksualnego, jesteśmy dla siebie prawdziwymi przyjaciółmi. Czy potrafimy nadal gadać ze sobą godzinami, jeśli mamy czas? Czy wiemy, że możemy na siebie liczyć w ważnych rzeczach? Czy przebywanie z partnerem jest dla nas przyjemnością?

Czy dobrze się razem bawimy? Nie mam tu na myśli chodzenia na imprezy (choć to też ważne), ale spędzanie razem czasu. Czy potrafimy się rozśmieszyć, czy codzienność ma w sobie nutkę zabawy? Czasami w trudniejszych momentach, poczucie humoru działa małe cuda .

 

Trudne tematy

 

Każda relacja ma słabe strony, ale to znaczy, ze można nad nimi pracować. I tu pojawia się kolejne pytanie, które warto sobie zadać, zanim zapadnie decyzja o ślubie.

Dzisiejsze pary spędzają ze sobą mało czasu, głównie ze względu na szybki tryb życia. Naprawdę trudno (i zastanawiam się czy to jest w ogóle możliwe) tworzyć dobry związek, kiedy nie mamy czasu na rozmowę. Zarówno zwyczajną o tym, co u kogo słychać, jak i taką podczas której można pochylić się nad różnymi problemami, które pojawiają się w związku.

 

Czy oboje jesteśmy gotowi rozmawiać na trudne tematy?

 

Bo będą. Jakie? Finanse chociażby. Bardzo często ludzie pochodzący z różnych środowisk mają skraje odmienne podejście do wydawania pieniędzy, a także do tego, na co chcą je wydawać. Czy Ty marzysz o podróżach podczas gdy Twój Partner ma potrzebę oszczędzania pieniędzy i podróże uznaje za zbędny wydatek? A może Ty chcesz mieć dom a Partner z kolei woli inwestować pieniądze w wojaże i więcej rozrywek w życiu codziennym?

Po pieniądzach jest temat dzieci– spotkałam się z sytuacjami, w których pary przed ślubem w ogóle nie przegadały tego tematu i potem okazało się, że jedno bardzo chce, a drugie bardzo nie chce. Idąc głębiej w ten temat, bardzo ważną kwestią, która wydaje mi się warta rozmów (ze świadomością, że praktyka i tak wiele zmieni) jest Wasze podejście do wychowania dzieci, wartości jakie chcecie im przekazać i sposób ich traktowania, który wierzycie, że najlepszy. Jeśli jedno z Was jest fanem rodzicielstwa bliskości, a drugie preferuje dawny, tradycyjny wzorzec, może być to kwestia, która będzie powodowała silne konflikty, kiedy dziecko już się pojawi.

Ogromnie często,  trudnym tematem jest w związku seks. I najczęściej problemy seksualne są spowodowane nieseksualnymi przyczynami. Trudno o udane życie seksualne, kiedy partnerzy czują się emocjonalnie oddaleni, wrodzy sobie i pełni nieprzegadanych pretensji. Jeśli partnerzy nie są ze sobą emocjonalnie blisko, nie lubią się i tracą potrzebę bycia teamem, to będzie im trudno zdobyć się na szczerą, nieatakującą partnera rozmowę o potrzebach seksualnych.

Jak rozwiązujemy konflikty? Też będą. Czy mamy świadomość, że jesteśmy teamem i tak naprawdę mimo różnicy zdań (nieuniknione) ważne jest, abyśmy grali do tej samej bramki? Czy potrafimy tworzyć, w miarę naszych możliwości, ciepłą, wspierającą atmosferę nawet  podczas trudnych rozmów, kiedy się nie zgadzamy i nie możemy dogadać? Warto wiedzieć, że po jakimś czasie od trudnych rozmów, pamięta się bardziej klimat, w jakim się one odbywały niż temat, który był sporny.

 

Czy idziecie w jedną stronę?

 

Zastanawiałam się jak akapit zatytułować, bo chodzi mi o taki ogólny klimat relacji.

Jeśli ona marzy o domu i o dzieciach jak najszybciej, a on kocha ekstremalne życie i ciągłe podróże to przypomina to sytuację, gdzie każdy chce iść w zupełnie inną stronę. To jeszcze nie znaczy, że taka relacja nie ma szans. Może okazać się bardzo ciekawa jeśli partnerzy są na tyle dojrzali, żeby rozmawiać i szukać wspólnych rozwiązań.

Jeśli ona także czuje miętę do podróży a on chce dziecka, to może będą podróżować jako rodzina- są tacy! Chodzi mi po prostu o to, że radzenie sobie z różnicami między partnerami na poziomie bazowych wartości, wymagać będzie od nich ogromnej dojrzałości, zdolności do kompromisów i determinacji we wspólnej potrzebie tworzenia wspólnego życia.

Warto zastanowić się, czy macie z partnerem w miarę podobne wartości życiowe – dobrym pomysłem jest porozmawianie ze sobą o tym, jak widzicie Waszą przyszłość za dziesięć lat na przykład.

Jeśli wizje są kompletnie inne po obu stronach to wcale jeszcze nie musi oznaczać bezsensowności bycia w razem.

Bez względu na dzielące partnerów różnice, ważniejsze będzie to jak do nich podchodzą – czy są gotowi na negocjacje i wprowadzenie trochę elastyczności do swoich poglądów. Chyba jedną z najtrudniejszych i jednocześnie najskuteczniejszych rozwiązań jest podjęcie wysiłku zrozumienia drugiej strony, kiedy jest się w konflikcie. To jest absolutnie ostatnia rzecz, jaką zazwyczaj chce się wtedy robić, a jednak odpuszczenie na chwilę swojej opinii i zrozumienie perspektywy partnera, zazwyczaj otwiera zupełnie niewidoczne wcześniej drzwi do porozumienia.

 

Terapia przed decyzją o ślubie ?

 

Jeśli macie naprawdę ochotę na zejście głębiej w eksplorowaniu siebie w kontekście związku możecie wybrać się na terapię. Sama zawdzięczam wiele dobrych rzeczy w swojej relacji, chodzeniu na terapię właśnie. Dobra terapia może być fascynującą i niezwykle transformującą podróżą. Pójście na terapię nie oznacza słabości czy bycia wariatem. Oznacza chęć zainwestowania czasu, wysiłku emocjonalnego i pieniędzy w szczęśliwsze życie. Po prostu. A jak może pomóc w kontekście związku ?

Pozwala zrozumieć nieświadome schematy, które rządzą nami w związkach (innymi słowy zrozumieć, czemu mamy takie a nie inne problemy w relacji). Można dzięki niej odkrywać i transformować przyczyny lęku przed bliskością i zaangażowaniem- obecnie to jest bardzo często spotykana kwestia.

Można także  uświadomić sobie jakie przekonania i wzorce przekazali nam rodzice i zdecydować, które nam służą, a które chcemy zmienić, żeby mieć szczęśliwszy związek. Może pomóc poprawić jakość życia seksualnego. Jest to narzędzie, które pozwala prawdziwie i głęboko zajrzeć w siebie i z tej perspektywy spojrzeć też na swój związek. Zainteresowani? Wskakujcie do mojego posta o tym, Jak wybrać terapię najlepszą dla siebie

 

Nie wierzcie w związki idealne. Nie ma takich. Są natomiast związki szczęśliwe, oparte na wspólnej wizji życia i świadomym jego tworzeniu.  I takich Wam życzę.

 

 

 

Poprzednie
Kolejne