fbpx
PSYCHOLOGIA I RODZINA

JAK POPULARNE, NIEPISANE ZASADY W RODZINIE, WPŁYWAJĄ NA OBECNE ŻYCIE?

 

 

 

 

Jak ogromny wpływ na nasze obecne życie, ma nasza przeszłość. Taka myśl nasuwa mi się, kiedy pracuję z ludźmi jako psycholog. W tej przeszłości kryją się także zasady w rodzinie – te niepisane.

Jest jednym z głównych czynników, które robią z nas takich, a nie innych dorosłych. Z takim a nie innym życiem, sposobem myślenia, podejściem do związków, siebie, pieniędzy, seksu, dzieci. Czyli rzeczy, które dotyczą każdego. To z jakiej rodziny pochodzimy (i między innymi jakie niepisane zasady w niej panowały), przekłada się na jakość przyszłych relacji. Często na wybór ścieżki zawodowej. Może mieć wpływ na stan naszych finansów, to jakimi jesteśmy rodzicami i jak się czujemy ze sobą. Tak zwyczajnie na co dzień.

 

Wszystko zaczyna się od uświadomienia nieświadomego

 

Czasem to przełożenie naszej przeszłości na dziś jest oczywiste, widoczne gołym okiem. Czasem ukryte, na pierwszy rzut oka niedostrzegalne. Wtedy podczas psychoterapii, czasem doświadczamy tych fascynujących momentów.

Nic nie znaczące wcześniej kawałki układanki, zaczynają tworzyć całość. Odkrywamy ukryte znaczenia. Dotykamy siebie. To jest coś co mnie w tej pracy fascynuje najbardziej – to głębsze dno. Niewidzialne na pierwszy rzut oka.

Wszystko zaczyna się od uświadomienia. Dlatego dziś porozmawiajmy o niepisanych zasadach w rodzinie. Takich, które prawdopodobnie nigdy nie zostały wypowiedziane na głos. A jednak obowiązywały. I często fakt, że nawet nie wiemy, że takie zasady obowiązują czyniło je tak silnymi. Bo jak można zmienić coś, o czym się nawet nie wie?

 

Niepisane zasady- czemu to takie ważne?

 

Wiecie, mnie osobiście uświadomienie sobie, jakie niepisane zasady rządziły w moim domu, bardzo pomogło. Czemu ? Bo mogłam wziąć te, które naprawdę mi się podobają i gdzieś w głowie mam, że chcę je kontynuować tworząc swoją rodzinę. Te, które mi z kolei nie odpowiadają- no cóż:

 

 Pierwszym krokiem do tego, aby ich nie powtarzać jest bycie świadomym ich istnienia. To nie gwarantuje, że nigdy ich nie powtórzysz, ale jest konieczne, jeśli swój dom chcesz tworzyć inaczej.

 

Ludzie w ogóle rzadko zastanawiają się, jaką rodzinę chcą tworzyć. I jak się tak głębiej zastanowić na tym, to szkoda, że się nie zastanawiają. To przecież jeden z najważniejszych życiowych projektów, dla niektórych najważniejszy. Z drugiej strony totalnie to rozumiem. Moda na świadome dbanie o związek, relację z samym sobą czy wychowanie dzieci, jest stosunkowo nowa. Często wśród wartościowych treści pojawiają się totalne bzdury, wystarczające by zrazić się do “psychologicznych bredni”. Ciekawi co to za bzdury? Zajrzyjcie do 4 pułapek rozwoju osobistego. Wracając do tematu. Moja mama bardzo trafnie to ujęła:

-Kiedyś człowiek nie zastanawiał się nad tymi rzeczami. Dopiero teraz zaczyna się taka świadomość.

Wszystkie codzienne rzeczy i to jak się zachowujemy w rodzinie, mają jakiś ukryty przekaz. Nie mówi się o nim, ale działa zgodnie z nim. Często długo po tym, jak stajemy się dorośli.

Dziś kilka popularnych nieświadomych zasad, które można wynieść z domu i które mogą mieć wpływ na nasze DZIŚ.

 

Seks jest trochę zły i wstydliwy

 

Jeśli się o nim nie mówiło lub unikało tematów z nim związanych, to jako dzieci mogliśmy założyć, że jest to temat w pewien sposób “zły”, a rodzina nie jest miejscem, gdzie w bezpieczny sposób może odkrywać ten aspekt życia poprzez np. rozmowy z rodzicami. Nie chodzi mi tylko, o rzadsze już w dzisiejszych czasach, podejście, że seks jest zły, tylko o subtelniejsze rzeczy.

Jest rodzina. Generalnie ludzie o dość swobodnym podejściu do seksu. Synek w wieku mniej więcej 8 lat zapytał nagle: co to seks?  Tata schował głowę w gazetę i zaśmiał się, a mama odpowiedziała „coś dla dorosłych” i szybko wyszła. Nie ma tu niby nic o tym, że seks jest zły, ale atmosfera wokół reakcji rodziców daje przekaz, że to jest coś naprawdę innego niż wszystkie rzeczy, na które rodzice odpowiadają normalnie.  Że to jest temat owiany  jakąś dziwną tajemnicą. I nie oszukujmy się.

Jest trudniejszy niż pytanie o to, czemu żyrafa ma długą szyję. I nie chodzi o to, żeby czuć się idealnie komfortowo. Albo mieć idealną odpowiedź. Czasem już zwyczajna świadomość, że temat jest ważny, bo dotyczy każdego i to, że postaramy się  po prostu odpowiedzieć najlepiej jak umiemy, to bardzo dużo.

O tym jak dzieciaki odbierają świat (z własnego doświadczenia, bo pamiętam niektóre swoje myśli, gdy miałam kilka lat) przeczytasz w artykule: Biust, Druh Boruch i kasa -świat widziany oczami dziecka 

 

Wprowadzenie do kolejnej zasady

 

Teraz chyba najważniejsza zasada, która może zmienić najwięcej, w życiu rodziny. Jeśli taka zasada obowiązuje, to często jej owocem są dorośli ludzie, którzy po prostu nie ogarniają swoich emocji: nie wiedzą, jak na nie reagować, jak je przeżywać. Często trudno im jest jak ktoś przy nich przeżywa silne emocje (no nie płacz, już nie płacz). Dam Wam przykład, zanim przejedziemy do tej zasady. Kiedyś uczyłam dzieci angielskiego. Pewnego dnia przyszłam do, powiedzmy Ani. Dziesięć lat, miła, nawet trochę zbyt grzeczna. Otworzyła mi babcia i mówi:

Pani Ewo, dziś nie będzie lekcji, bo Ania jest roztrzęsiona. Próbowano ją molestować, ale uciekła.

Ania faktycznie siedzi w fotelu i zalewa łzami. W ciągu trzech minut, jakie spędziłam w ich mieszkaniu, babcia jedyne, co powiedziała do wnuczki to:  już nie płacz, nie płacz nic się nie stało. Jest duża szansa, że babcia była wychowywana w rodzinie, gdzie:

 

Uczucia można wyrażać wtedy, gdy jest konkretny i niepodważalny powód, by je mieć

 

Niezbyt chętnie są przyjmowane te, które po prostu są: bo uważane są za wyraz słabości, bycia niegrzecznym, braku kontroli nad sobą itp. W powyższym przykładzie, każdy zdrowy na umyśle człowiek uzna, że Ania powód do silnych uczuć miała. Ja nawet sądzę, że babcia też była świadoma, że to jest powód do emocji. Nie była jednak w stanie „pomieścić” jej emocji, bo sama prawdopodobnie miała niewielką pojemność emocjonalną.

O co mi chodzi z tą pojemnością? Możesz sobie wyobrazić, że w środku masz takie wiaderko. Emocje to woda. Ktoś o dużym, pojemnym wiaderku będzie w stanie przyjąć i przeżywać więcej emocji niż ktoś z wiaderkiem wielkości szklanki.

Taka niewielka „pojemność” jest właśnie rezultatem braku przyzwolenia na wyrażanie emocji kiedyś. Babcia nie ogarniała silnych emocji, więc próbowała „uspokoić” wnuczkę, żeby nie czuć dyskomfortu związanego z obcowaniem z jej silnymi emocjami.

Jeśli jesteś dzieckiem, wyrażanie emocji jest dla Ciebie naturalne. Jeśli jednak nie ma na to pozwolenia, uczysz się je tłumić, przełykać i zaczynasz się ich bać – zarówno u siebie jak i u innych.

 

Nie można mówić wprost o tym, co się dzieje w rodzinie

 

 Innymi słowy w wielu rodzinach byłoby “dziwne” powiedzieć:

czuję, że tracimy ze sobą kontakt, albo

niepokoję się, że tata codziennie wypija trzy piwa po pracy.

Rozumiecie, w pokoju jest słoń w różowe kwiatki.  Każdy uczy się go omijać, ale udajemy, że go nie ma. Jego obecność znacznie utrudnia funkcjonowanie, ale tak się uczymy funkcjonować, żeby słoń mógł sobie bezpiecznie i niczym nie niepokojony stać dalej.

Najlepsze jest to, że ta zasada jest trochę rezultatem poprzedniej. Gdyby w rodzinie uczucia mogły być wyrażane swobodnie, nie banoby się także rozmawiać. No bo czego boimy się w trudnych rozmowach? Trudnych emocji właśnie. I kółko się zamyka. Nie pamiętam gdzie widziałam taki cytat- genialny w swojej prostocie. Im zdrowsza rodzina, tym chętniej się w niej rozmawia.

A teraz idziemy do kolejnej, w swojej pracy z klientami, spotkałam się z nią bardzo często. Chodzi o to, że:

 

Dzieci muszą spłacić dług wdzięczności rodzicom

 

W silnej formie ludzie decydują się na dzieci, żeby “na starość miał kto szklankę wody im podać”. W sensie, że jest to ich motywacja do założenia rodziny. Najczęściej jednak ta zasada nie jest tak silna i objawia się w tym, że rodzice oczekują różnych form wdzięczności (emocjonalnej, finansowej) od dzieci, za to, ile dla nich poświęcili.

Czyli dziecko, które wcale nie wybrało sobie świadomie, żeby przyjść na świat, musi kiedyś “oddać” swoim rodzicom, to, co oni dla niego zrobili. Ja to jednak widzę tak: jeśli dorośli ludzie mają dziecko, to opieka nad nim jest ich obowiązkiem. Nie jest to coś nadzwyczajnego, no bo jaka jest alternatywa?

Nie opiekować się?

Znana terapeutka Anne Ancelin Schutzenberger, określa takie podejście mianem “drapieżnych prezentów”.

Ja Ci daję dar (Ty nie możesz zdecydować świadomie, czy go chcesz, bo jesteś dzieckiem i nie ogarniasz), ale to nie jest bezinteresowne. Masz mi oddać to kiedyś w jakiejś formie.

Inna sprawa to to, że niektórzy rodzice faktycznie poświęcają swoje życie dla dzieci. Są nadmiernie opiekuńczy (i często kontrolujący), często ich związek jest nieszczęśliwy, więc wszystkie uczucia przelewają z partnera na dziecko. Stają się tylko rodzicami i przestają być parą. I faktycznie ich życie kręci się tylko wokół dzieci, kosztem ich własnych potrzeb. Jest to jednak ich wybór. Często nieświadomy, ale jednak, bo nie muszą tego robić.

Dla dzieci spłacanie takiego długu może być bardzo obciążające – wtedy nie ma miejsca na pomoc rodzicom tak po prostu z chęci, bo stanowi to po prostu powinność.

 

Małżeństwo walka i obowiązek

 

Wiele obecnych 20-30 latków to dzieciaki rodziców, którzy musieli odnaleźć się w bardzo trudnej i nowej rzeczywistości postkomunistycznej. Pojawiły się nowe możliwości i jednocześnie wyzwania. Byli pierwszym pokoleniem, które mogło zacząć swobodnie podróżować, kupować, to co im się podoba.

Trzeba było jednak na to wszystko zapracować. Ogarnąć dom. Dbanie o swoje własne pasje, o związek, czy świadome wychowanie dzieci, nie było szczególnie na tapecie.

W wielu rodzinach była (i wciąż jest) obecna przemoc czy alkohol. W tym wszystkim wiele związków stawało się źródłem cierpienia a nie wsparcia dla partnerów.

Dostęp do pomocy psychologicznej był bardziej ograniczony. Zresztą mało kto w ogóle o nim myślał, bo takie rzeczy to tylko dla wariatów.

Kłótnie, alkohol, przemoc fizyczna i psychiczna oraz brak umiejętności rozmawiania o ważnych sprawach, mogły sprawiać, że małżeństwo jawiło się w oczach nas – dzieci jako naprawdę nic ciekawego. Ze swojego dzieciństwa do dziś pamiętam dalszą ciocię, która opowiadała, że małżeństwo każdego wyleczy z miłości.

Dzieci dopiero z wiekiem odkrywają, że nie każda rzecz jest dokładnie taka sama, jaka była w ich domach. Ja do dziesiątego roku życia myślałam, że dorosłe siostry zawsze się kochają i przyjaźnią. Tylko dlatego, że mama i ciocia mają dobry kontakt. Naprawdę szokiem było dla mnie, gdy odkryłam, że moja koleżanka swojej cioci nie poznała, bo jej mama od lat nie utrzymywała z nią kontaktów.

Na początku, dom i rodzina to jedyne wzorce. Zasady obowiązujące w rodzinie po części zostają już w nas. W domach wielu z nas miało kiepskie wzorce małżeństwa. Jednocześnie zza oceanu przyszły filmy i seriale pokazujące szaloną, namiętną miłość, zawsze idealną i bez problemów. Wystarczy tylko odnaleźć TĄ osobę. I wszystko się poukłada. Dwa zupełnie skrajne przekazy. Można się pogubić.

Dziś wiele młodych dorosłych chciałoby bliskości, ale się jej boi. Bardziej lub mniej świadomie. Bo nie kojarzy im się dobrze. Jednocześnie mit  szalonego, namiętnego związku wciąż jest. I kończy się rozczarowaniem.

 

Czy jest inna opcja?

 

Jest trzecia opcja. Nowa. Dobry związek. Nie idealny. Po prostu, dający więcej wsparcia niż cierpienia. Owoc pracy nad sobą (nie nad partnerem!). Zadbana sfera seksualna- ze zrozumieniem, że czasem będzie w niej ogień, a czasem chwilowy przestój. I to też jest ok.  Świadomość tego, jak ważna jest rozmowa- szczególnie na trudne tematy. One nie znikają, kiedy się o nich nie rozmawia. Naprawdę. Zrozumienie, że taka relacja sama się nie zrobi. Że potrzebuje na początek, świadomości, że można i warto o nią dbać.

Zróbmy to dla siebie. Możemy. Bo już wiemy, że związek to nie pokój- nie wystarczy tylko w nim być. I dla naszych (przyszłych) dzieci. Żeby miały w sobie te zrozumienie, że związek ze swoimi problemami i zasobami, może być po prostu ok.

 

Podsumowując

 

Niepisane zasady w rodzinie istnieją zawsze. Mówią nam o tym, jaki jest świat. Jakie są związki. Jakie jest nasze miejsce w rodzinie (tu znajdziecie więcej: Role rodzinne i ich wpływ na nasze życie). Mówią o tym, co jest w życiu ważniejsze: zasady czy uczucia? I o tym, co w życiu jest dla nas dobre/dostępne, a co jest nie dla nas.  O tym, czy zasługujemy na miłość i o tym, czy możemy ją mieć tak po prostu, czy też musimy w jakiś sposób na nią zasłużyć. Niektóre z nich, można odkryć (i pracować nad ich wpływem na nasze życie), na psychoterapii. Niektóre można zauważyć, jeśli zechcemy po prostu przyjrzeć się swojej rodzinie i swojemu życiu.

Jakie zasady były w Twojej rodzinie? Które z nich chcesz kontynuować, a z których chcesz zrezygnować?

 

 

Poprzednie
Kolejne