fbpx
RELACJE Z INNYMI

JAK RELACJA Z RODZICAMI W DZIECIŃSTWIE MOŻE WPŁYWAĆ NA OBECNY ZWIĄZEK?

 

 

Niezmiennie zadziwia mnie, że wiele osób cały czas naprawdę wierzy, że jak znajdzie tą jedyną osobą, idealnie dopasowaną do siebie, to wszystko się ułoży i będzie pięknie.

Z drugiej strony myślę sobie, że co drugi romantyczny film czy książka, tak właśnie przedstawiają prawdziwą miłość, więc mamy skąd czerpać takie przekonania.

 

A jak jest naprawdę? Czego potrzebujemy, żeby nasz związek był szczęśliwy?

Otóż zamiast szukać idealnego partnera to Zacząć od siebie. Dlaczego?

 

Bo zazwyczaj ludzie z problemami tworzą związki z ludźmi z problemami. Im zdrowsi i dojrzalsi psychicznie jesteśmy, tym zdrowszych i dojrzalszych partnerów będziemy szukać.

 

Dlatego właśnie, jeśli marzysz o szczęśliwej relacji z drugim człowiekiem, to warto, abyś zaczęła to od siebie samej.

 

 

Przerażająca bliskość

 

Większość ludzi marzy o dobrym związku, bliskości, intymności i prawdziwej więzi. A część z tych ludzi nie zdaje sobie sprawy, że gdyby tu w tym momencie stanął przed nimi taki partner…to ciężko byłoby im przyjąć taką bliskość.

 

Brzmi absurdalnie prawda? Każdy kto jest zainteresowany dobrym związkiem, chciałby mieć przecież bliskość. Tak, logicznie faktycznie.

A jednak…mimo, że na logicznym poziomie chcemy jej, to na nieświadomym bliskość bywa dla wielu osób przerażająca.

Boimy się jej przyjąć, bo co, jeśli, ją utracimy? Boimy się, że wraz z bliskością przyjdzie nadmierna zależność od drugiej osoby.

Boimy się, że bliska relacja zabierze nam naszą indywidualność. Boimy się, że jeśli się odsłonimy i przyznamy, że chcemy bliskości, to druga osoba nas odrzuci.

 

To, co myślimy o bliskości i to w jaki sposób ją budujemy jest zdeterminowane o wiele wcześniej niż w naszej dorosłości. Często musimy się cofnąć aż do wczesnego dzieciństwa.

 

W jaki sposób nasze dzieciństwo wpływa na nasze obecne związki?

 

 

Istnieje zależność pomiędzy tym, jaką mieliśmy więź z opiekunami w dzieciństwie i niemowlęctwie a tym, w jaki sposób budujemy i reagujemy na bliskość w dorosłości (a więc w naszych związkach).

 

To dlatego, w niektórych nurtach psychoterapii, kiedy klient zgłasza problem w stworzeniu lub utrzymaniu dobrego związku, czasem wraca się do jego dzieciństwa. Bo tam właśnie wszystko się zaczęło. Jak dokładnie to działa? Już wyjaśniam.

 

Był sobie John Bowlby, ogromnie ceniony amerykański psychiatra i psychoterpeuta, który wyodrębnił kilka stylów przywiązania w dzieciństwie. Czym jest styl przywiązania?

 

Chodzi o to, że dziecko traktowane w określony sposób przez swojego opiekuna, będzie w określony sposób budowało i reagowało na bliskość w przyszłości. Spójrzmy na te style ich źródło i konsekwencje w dorosłym życiu.

 

Unikając bliskości

 

Styl unikający to taki, w którym ludzie nie czują się komfortowo z bliskością i zaangażowaniem. Na zewnątrz mogą być postrzegane jako osoby niezależne i nieskore do okazywania emocji. Często nie mają kłopotu z nawiązywaniem relacji, natomiast w dalszym etapie relacji, unikają przywiązywania się i bliskości z partnerem. Konsekwencją stylu unikającego jest samotność i utrudnienie w sięganiu po wsparcie od bliskich osób.

 

Skąd się bierze styl unikający? Styl unikający jest konsekwencją emocjonalnej niedostępności opiekunów. Dziecko, które było odrzucane i nie otrzymywało emocjonalnej bliskości, uczy się nie potrzebować, aby nie doświadczać ciągłego odrzucenia. Zazwyczaj dorosły już człowiek, podobnie będzie zachowywał się w swoim związku.

 

 

Żyjąc w emocjonalnym chaosie

 

Chodzi mi tu o styl lękowo-ambiwalentny.

Osoby, które doświadczyły niestabilnej, chaotycznej i ambiwalentnej opieki w dzieciństwie mogą rozwinąć właśnie taki styl przywiązania.

Raz czuły się potrzebne, kochane i ważne, a potem zupełnie odwrotnie. Reakcje rodziców na ich zachowanie były nieprzewidywalne i dzieci nie mogły się na nich emocjonalnie wesprzeć.

 

Jaki to może mieć wpływ na budowanie bliskości w dorosłym życiu?  Takie osoby często żyją w ciągłym lęku przed odejściem partnera, doświadczają silnych i burzliwych emocji (zazdrość, lęk, nieufność do partnera, ale też do samego siebie).

 

Świat wewnętrzny takiej osoby może przypominać wzburzone morze pełne wzlotów i upadków. Często osoby, u których wykształcił się styl lękowo-ambiwalentny mylą bliskość ze zlaniem się w jedno z partnerem. Co to znaczy? Mogą oczekiwać nieustannego potwierdzenia, że są kochane do stopnia, który jest niemożliwy do realizowania przez partnera. W związkach mogą czuć się ciągle nie dość kochane, zaś ich partner prawdopodobnie będzie czuł się „zagarniany emocjonalnie” i kontrolowany, co paradoksalnie będzie go oddalało od tego spragnionego miłości.

 

 

Bezpieczna bliskość

 

Trzeci styl ma najkorzystniejsze konsekwencje dla przyszłych relacji dziecka. Chodzi mi tu o styl bezpieczny. To znaczy taki, w którym dziecko ufa matce, a jego emocjonalne potrzeby są zaspakajane. W przyszłości takie osoby będą prawdopodobnie budować zdrowe relacje oparte na bliskości, która jednocześnie daje prawo do indywidualności.

 

Próbując przetrwać

 

W późniejszym czasie od opisania trzech powyższych stylów, wyodrębniono czwarty, który nazwano zdezorganizowanym. Dotyczy on najmniejszej ilości dzieci i tworzy się, kiedy dziecko doświadcza krzywdy ze strony opiekunów takich jak na przykład przemoc czy wykorzystywanie seksualne. Konsekwencjami wytworzenia takiego stylu przywiązania może później być skłonność do przemocy, kontrolowania innych i unikania bliskości.

 

Czy styl przywiązania to wyrocznia dla dorosłych związków?

 

Czy styl przywiązania całkowicie determinuje to, jak będziemy tworzyć bliskość w związkach? Nie.

Nic w psychologii nie determinuje rzeczy na sto procent. Gdyby tak było, bylibyśmy maszynami działającymi idealnie zgodnie z instrukcjami i zasadami. Na szczęście ludzie to zdecydowanie bardziej tajemnicze stworzenia i może na nas wpływać wiele różnych czynników, tworzących skomplikowaną sieć.

 

Być może dlatego psychoterapia, której celem jest poprawa jakości naszego życia poprzez pracę z naszym wnętrzem to, (słowami znanej terapeutki Nancy McWilliams), sztuka. Pracując z pacjentami, nawet jeśli ustalamy wstępną diagnozę, nigdy nie możemy być pewni dokąd nas ta praca zaprowadzi. Nasz wewnętrzny świat to tajemnicza kraina. Ciekawa i nieoczywista.

 

A jednak odkrycie własnego stylu przywiązania to znacząca wskazówka. Drogowskaz, który może nam wskazać powiązania pomiędzy naszą relacją z opiekunami a obecnymi związkami.

 

To sugestia, aby przyglądając się problemom w obecnej relacji, wziąć pod uwagę szerszy kontekst, jakim jest nasza przeszłość.

 

Apel na koniec!

 

Wiele osób ciągle wierzy, że jakość relacji determinuje to, czy znajdziemy odpowiednią osobę. A to jest nieprawda i prosta droga do niespełnionych związków.

 

Główną rzeczą, jaka zdecyduje o tym, czy stworzymy dobry związek, jest jakość naszej wewnętrznej relacji z samym sobą. I od tego właśnie warto zacząć budowanie udanych związków.

Poprzednie
Kolejne