fbpx
O PSYCHOTERAPII

8 ŻYCIOWYCH LEKCJI, KTÓRYCH NAUCZYŁAM SIĘ NA PSYCHOTERAPII

 

 

Listopad to mój ukochany miesiąc. Większość osób go nie lubi, bo zimno, mglisto i deszczowo. Spaceruję ze swoją terapeutką po jesiennym parku (moja terapeutka czasem pracuje w naturze).

-zabrałam Cię na ten spacer, bo wiem, że kochasz jesień, mówi

-Tak.

-I co w niej lubisz?

-Mgły, wiatr, deszcz.

Już kiedyś wspominałam jej o tym osobliwym upodobaniu do okropnej pogody, więc nie jest szczególnie zdziwiona.

Rozmawiamy dalej, szurając liśćmi i słuchając szumu drzew. Zauważam, że listopadowa pogoda jest dla mnie przytulna. Jakoś łatwiej mi łączyć się ze sobą w takiej aurze, sprzyja autorefleksji. Jesienna pogoda zwraca mnie ku sobie. Wtedy zazwyczaj mój zeszyt z osobistymi notatkami, zapełnia się najszybciej.

Na fali tej autorefleksyjnej aury zdecydowałam się podzielić z Wami moimi osobistymi przemyśleniami o tym, czego nauczyłam się dzięki psychoterapii w nadziei, że zainspiruje to Was do dostrzeżenia tej formy wsparcia jako przydatnej nie tylko dla ludzi, którzy są w kryzysowej sytuacji.

 

Zmianę w związku zacznij od siebie

 

Gdybym miała powiedzieć o trzech najważniejszych rzeczach, które zawdzięczam psychoterapii, wśród nich na pewno znajdzie się zdolność do tworzenia dobrego związku.

Praca ze sobą nauczyła mnie, że za niemal wszystko w relacji jestem współodpowiedzialna. Także za te rzeczy, które pozornie są po stronie mojego partnera.

Jeśli on jest chłodny, to zazwyczaj odkrywałam, że byłam zbyt na nim uwieszona. Gdy odpuszczałam, on się zbliżał. Gdy chciałam większej bliskości i zadawałam sobie pytanie czy będę w stanie ją przyjąć, gdybym ją dostała teraz, okazywało się, że nie. Zamiast więc oczekiwać od niego, pracowałam ze swoim oporem przed bliskością. I wtedy ona się pojawiała.

Równolegle uczyłam się swoich granic – tego co jest dla mnie ok, a co nie. I jak to wyrażać.

Branie odpowiedzialności za swój kawałek w relacji z jednoczesnym stawianiem granic dla rzeczy, których nie chce akceptować, to była dla mnie największa związkowa nauka.

 

Wszystko jest ze sobą połączone.

 

Psychoterapia nauczyła mnie pływać na fali życia. Nie mam pojęcia jak dokładnie funkcjonuje świat, ale czasami mam wrażenie, że rzeczy są ze sobą bardziej połączone niż nam się wszystkim wydaje.

Po stresującym czasie zazwyczaj ten stres odbija się w moim ciele. Im więcej spokoju czuję, tym spokojniejsza jest moja rzeczywistość. To połączenie widzę w naturze, w tym jak zmiana siebie może zmieniać moje otoczenie. Nie mam potrzeby analizować tego połączenia. Lubię myśleć, że świat w którym żyjemy, jest o wiele bardziej magiczny niż wydaje nam się na pierwszy rzut oka.

To z kolei sprawia, że czuję się wdzięczna. A wdzięczność to coś, co naprawdę koi i napędza kulę dobra w moim życiu.

 

To, że ktoś ma uśmiech na twarzy i pomalowane paznokcie, nie znaczy, że jest szczęśliwy

 

Psychoterapia zarówno w roli pacjenta jak i terapeuty nauczyła mnie, że zadbany wygląd naprawdę nie musi oznaczać szczęścia.

Wielu ludzi obserwuje swoich bliskich i zakłada, że skoro ci ładnie wyglądają, chodzą na basen i się uśmiechają, to znaczy, że psychicznie czują się bardzo dobrze.

Naprawdę nie zawsze tak jest. Często pozornie dobre funkcjonowanie i piękny wygląd to fasada skrywające najgorszy rodzaj cierpienia – cierpienie w samotności.

 

Mogę karmić swój lęk lub zaufanie. To mój wybór.

 

To jedna z największych lekcji, jakich nauczyłam się na psychoterapii. Na niektóre sytuacje w moim życiu nie mam wpływu. Zawsze jednak mam wpływ na to, jak na nie zareaguję.

I nawet jeśli z automatu jest to lęk, złość, frustracja, bezradność to pozwalam tym emocjom być. Nie spycham pod dywan. Czasem rysuję, opisuję lub wytańczam to, co czuję.

Potem jednak siadam i podejmuję wybór, którą część siebie chcę karmić.

Lęk czy zaufanie, że będą się działy rzeczy dobre dla mnie? Lęk przychodzi łatwiej, wejście w zaufanie wymaga często pracy: medytacji, pisania o swoich odczuciach, obserwowania swoich myśli. I powiedzenia „nie” snuciu czarnych scenariuszy. To ciągła praca z samoobserwacją i świadomym wybieraniem jakie filmy wybieram oglądać w swojej głowie.

 

Pieniądze faktycznie nie dają szczęścia. Ale je ułatwiają.

 

Psychoterapia nauczyła mnie uważności na siebie i swoje myśli. Ta umiejętność z kolei pozwoliła mi faktycznie uświadomić sobie, że chwila, kiedy kupuję coś, nie daje mi poczucia szczęścia. Daje chwilową lub codzienną radość z używania tej rzeczy.

To też ważne, ale to nie szczęście. Staram się więc wydawać pieniądze na wsparcie w rozwoju osobistym bo to faktycznie przekłada się u mnie na poziom szczęścia. Przestałam natomiast kupować rzeczy w nadziei, że mnie uszczęśliwią. Nie zmienia to faktu, że nadal wydaje pieniądze na różne rzeczy. Po prostu nie oczekuję od tych rzeczy, czegoś, czego nie mogą mi dać.

 

Szukaj środka zamiast myśleć zero – jedynkowo. W szerszej perspektywie mieszka dojrzałość.

 

Psychoterapia nauczyła mnie, aby nie wierzyć w czarno – białe rozwiązania. Nauczyła mnie patrzeć na ludzi i sytuacje, które mi się zdarzają z szerszej perspektywy. Zazwyczaj w czymś co wydaje nam się kompletnie złe, da się zobaczyć dobre rzeczy. A w czymś, co wydaje nam się idealne, są też zazwyczaj rysy. Takie spojrzenie jest trudniejsze, zwłaszcza w silnych emocjach, ale prowadzi do głębszego zrozumienia i elastyczności poglądów.

Dzięki temu można odnaleźć dla samych siebie czułość, gdy coś zawalimy. Zobaczyć głębsze dno w osobie, którą uważamy za kretyna. Być może nadal będzie dla nas kretynem, ale odrobinę bardziej go zrozumiemy. Widząc szerszą perspektywę, nasza niechęć do kogoś czy do siebie samych nadal będzie niechęcią, ale mniej kanciastą, mniej surową. Nasze uwielbienie z kolei będzie mniej bezrefleksyjne i być może stanie się po prostu zdrowym podziwem.

 

 

W pewnym sensie jestem dla siebie najważniejsza

 

Ciągle mam poczucie, że żyjemy w podziwie dla poświęcenia. Inni „powinni” być wyżej na naszej liście priorytetów. W przeciwnym wypadku jesteśmy egoistami.

Psychoterapia pokazała mi bardzo wyraźnie coś co i bez niej przeczuwałam: jedyną osobą, z którą jestem w każdej chwili życia to ja sama. Nikt inny. I to od jakości mojej relacji z samą sobą, zależą wszystkie inne relacje w moim życiu. Od tego też zależą moje życiowe wybory. Tylko dbając o mój wewnętrzny ogród, będę w stanie podarować innym piękne kwiaty z niego.

 

Poszerzanie świadomości zmienia życie.  Uwaga – z tej drogi nie ma odwrotu.

 

Czasami w trudniejszych chwilach, zadaję sobie pytanie, na co mi był ten głupi rozwój. Bo jak raz zdecydujesz się zobaczyć demona, którego od trzydziestu lat chowasz pod dywan, to nie da się go odzobaczyć.

Czasem zanim on zniknie, musisz czy chcesz czy nie, jakoś go oswajać. I nie zawsze jest to łatwe. Widząc więcej, widzisz więcej dobrych rzeczy, ale też tych trudnych.

I jest to pracowita ścieżka oswajania tych trudnych i wyrabiania w sobie wewnętrznej pojemności na przyjmowanie tych dobrych. Dla mnie jednak te wewnętrzne podróże są tak fascynujące, a ich wpływ na moje zewnętrzne życie tak duży, że godzę się także na te trudniejsze przygody. Bo patrz punkt czwarty – to ode mnie zależy czy karmię swój lęk czy też zaufanie…

 

 

Na koniec

 

Podzieliłam się z Tobą moimi lekcjami, jakie otrzymałam od psychoterapii. To naprawdę nie znaczy, że Ty doświadczysz takich samych, ani, że wszystko, co tu napisałam musi być też Twoją wewnętrzną prawdą. Podróż do siebie (intoself!)  dla każdego będzie inna. I to właśnie jest w niej najciekawsze.

Poprzednie
Kolejne