
Jest jedna powtarzająca się rzecz, która słyszę w swoim gabinecie psychoterapii, wśród znajomych i bliskich. Powiedziana na różne sposoby, ubrana w różne słowa, ale jej sedno pozostaje takie samo:
Nie mam już ani czasu ani siły cieszyć się codziennością.
Niektórzy nazywają to trybem autopilota, inni mówią o mechanicznym odhaczaniu zadań, jeszcze inni o ciągłym spięciu w brzuchu, przygniatającym stresie albo o tym, że życie smakuje jak papier.
Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że większość osób ma poczucie, że nic się nie da z tym zrobić, bo każda zmiana, nawet ta na lepsze wymaga zasobów.
A właśnie to stanowi problem. Nie mamy już zasobów. Nie mamy czasu. Nie mamy energii. Jesteśmy przebodźcowani. Niewyspani – bo noce to jedyna szansa na chwilę dla siebie.
Zobojętniali.
Krótka historia przeciążenia
Był grudzień, a ja miałam przez miesiąc żyć pożyczonym życiem. Wybierałam się na staż psychoterapeutyczny na oddziale psychiatrii w warszawskim szpitalu.
Oznaczało to, że oprócz mojej prywatnej praktyki w gabinecie psychoterapii online, poranki i południa będę spędzać w szpitalu. W praktyce oznaczało to pracę od 9tej do 21.
Porzuciłam wtedy moje ukochane treningi. Bo kiedy mam ćwiczyć? O 6 rano czy o 22? Spałam źle, bo mniej się ruszałam, a obciążenie psychiczne przejawiało się w conocnej gonitwie myśli.
Nie miałam czasu nas pożywne jedzenie, co szybko zauważyłam po bólach brzucha, a w weekend chciałam tylko się wyspać i pochodzić po lesie. Gotowanie czy trening jawiły się jako kolejne zadanie, więc zazwyczaj odpuszczałam.
Nie miałam siły na „rozwijanie relacji”, więc przyjaciół w tym czasie niemal nie widywałam. Pod koniec stażu, czułam, jakby wszystko we mnie się przelewało. Maiuczący kot, który normalnie trochę mnie denerwował, teraz był nie do zniesienia. Nie miałam siły ucieszyć się z piękna krajobrazu, kiedy spadł śnieg. Wiedziałam, że normalnie umiem się zachwycić naturą, teraz było mi wszystko jedno. Czułam się nabuzowana i przebodźcowania ale jednocześnie pusta i obojętna.
Nasze zasoby mają limity!
To doświadczenie uświadomiło mi, że „wszystko jest kwestia organizacji” to bullshit. I, że nasze zasoby są ograniczone. W dodatku życie nie jest sprawiedliwe i jedni mają tych zasobów mniej a drudzy więcej. Ale wszyscy stykamy się w końcu z jakiegoś rodzaju ograniczeniem.
Mamy określoną ilośc czasu. Określoną ilośc pieniędzy . Mamy określoną pojemność poznawczą. Określoną ilośc energii. Określoną ilośc wsparcia od innych- jedni mają go mniej a inni więcej. Mamy też różną historię życia , która mogła nas wzmocnić bądź wyczerpać.
Do tej całej naszej indywidualnej palety zasobów i ogrnaiczeń dochodzi kontekst społeczny, który nas otacza. Presja na wygląd, sukces, teraz także na zdrowie. Większa świadomość w obszarze rodzicielstwa, która stawia przed rodzicami o wiele większe wymagania niż kiedyś. Rosnące koszty życia. Social media, które każą nam wierzyć, że wszyscy mają takie wspaniałe życia, tylko nie ja. Zalew informacji ze świata cyfrowego (technostres), więcej świateł, hałasu ulicznego, zanieczyszczeń, które nieustannie pobudzają układ nerwowy.
Po co to wszystko napisałam? Teraz będzie ważne zdanie. Zatrzymaj się nad nim na chwilę.
To są naprawdę trudne warunki, do tego, aby cieszyć się codziennością.
Nic nie jest z Tobą nie tak. Oczekiwanie od siebie, że w takich warunkach będziemy czuć się spokojne, zrelaksowane i chętne do nowych wyzwań, jest równie absurdalne jak wyjście nago na śnieg i oczekiwanie od siebie, że będzie nam ciepło.
No i co mam z tym zrobić? To najczęstsze pytanie, które słyszę w moim gabinecie psychoterapii ( i w swojej głowie). Rozumiem je. Ono jest przecież o tym, że trudno tak żyć.
Na razie nic nie rób. Nie dzisiaj. Dzisiaj chodzi tylko o to, żeby dać sobie prawo do czucia się tak jak się czujesz. Obojętna. Pusta. Przeciążona. Zmęczona. Zestresowana.
Od tego zaczyna się dbanie o siebie.
Od zauważenia, że JA JESTEM. JEST MI TRUDNO. Może się boję, może czuję się samotnie. A może jestem wyczerpana i wypalona.
Spróbuj dla siebie
Zatrzymaj się na chwilę. Jeśli chcesz, zamknij oczy i sprawdź, jak Ci teraz jest.
Możesz dokończyć w myślach zdanie:
„Mogę czuć się __________.
Wstaw tam swoje słowo. Nawet jeśli będzie brzmiało inaczej, niż się spodziewałaś. Nie musisz dziś niczego z tym uczuciem robić.
Ale co dalej?
Wiele jest sposobów na wspieranie się w przeciążeniu i trudzie.
Może to być ruch, rozmowy z bliskimi, zadbanie o sen. Czasem jednak, kiedy chwilowo na nic nie ma siły, samo życzliwe nazwanie, że widzę siebie w swoim trudzie, może przynieść ulgę.
Jeśli jednak szukasz kompleksowego wsparcia i zmiany na głębszym poziomie, pomocna może okazać się psychoterapia.
